31 lip 2014

Dzień W

Wstanę jak zwykle o 5 rano,
zrobię śniadanie
(zostało trochę chleba).
Kupię różę
i pójdę do ciebie.
Tak, jak wczoraj,
powiem, że cię kocham.

W pół do trzeciej zjem obiad.
Cudowny zapach zupy jarzynowej
będzie unosił się w powietrzu.

Usiądę wygodnie na spłowiałym tapczanie
z kubkiem kawy,
z podwyższonym ciśnieniem
i wyprostuję nogi.
A kilka minut przed siedemnastą
wyjdę z domu po cichu.

Wezmę parę granatów
i butelek z benzyną
(zabraknie dla mnie karabinu).
I pójdę na barykady.
I barykadą się stanę.
Do ostatniej butelki.
Ostatniego bicia serca.
Ostatniej kropli krwi.

Warszawo


Warszawo, powstań jeszcze raz,
Gdy zadzwoni dzwon, gdy przyjdzie czas.

Warszawo wstań, unieś swą dłoń
I pewnym ruchem sięgaj po broń.

Przybierz mundurów kolor szarobury
I salwę gwiazd wystrzel w chmury.

Zapal płomyk pamięci na ojców mogile,
Westchnij z nostalgią, zatrzymaj się na chwile.

I maszeruj przez bramy, place, ulice;
Pozdrawiaj powstałe z popiołów kamienice.

A potem powiedz swojej rodzinie,
Że nie zginęła i nigdy nie zginie.

9 lip 2014

Na zimnej skórze oddech Twój...

Na zimnej skórze oddech Twój
Ociepla mój policzek;
Zanim położę się do snu,
Dla Ciebie wszystkie gwiazdy zliczę.
Za oknem trawa ciemnieje,
Lampy świecą na drodze.
W doniczce podlewasz nadzieję,
Miłość kapie po podłodze.
Cichy Strauss tuli powietrze;
Lekko chwytasz moja dłoń.
Przyciągnij mnie do siebie raz jeszcze
I pocałuj czule w skroń.
Po mokrej podłodze wirujemy
Tak nieidealnie, jak tylko potrafimy.
Coś potrącamy, psujemy,
Kroki po drodze mylimy.

Opieram czoło o Twoje
I uśmiecham się nieśmiało.
Świat staje. Jest tylko nas dwoje.
Na tej planecie - wystarczająco mało.

24 maj 2014

Niepożegnanie

A jeśli nigdy byśmy się nie spotkali?
W barze, szkole, urzędzie, sklepie..
Czy...czy wtedy byśmy uznali,
Że przeznaczenie jest ślepe?

A jeśli byśmy nie dostrzegli
Tego, czego z oczu dziś nie tracimy?
Jakie życie byśmy wiedli?
Czy bylibyśmy choć raz szczęśliwi?

A co, gdybyśmy siebie znali
Z całkiem innej strony?
Czy szanse byśmy sobie dali?
Może wtedy czas nie byłby stracony.

A jeśli Ty odchodzisz
Z ironicznym uśmiechem na twarzy,
Czemu wzrokiem za mną wodzisz?
Czy coś Ci się jeszcze marzy?

Ale jeśli się nie poznamy,
Rozpadnie się świat, który układałam.
Ale jeśli się dziś nie pożegnamy,
Do końca będę na ostatnie "do widzenia" czekała.

8 maj 2014

Solniczka

W kuchni moich myśli
Jest takie pudełko
Z napisem wspomnienia.
 
Codziennie wieczorem
Sypię jego biały proszek
Na piekące rany
I się dziwię, że nie mogę potem spać.
 
Ale tak zaleca Kardio- mój lekarz.
Dziwny typ.
 
Sypkiego świństwa nigdy nie brakuje.
W sumie, nie wiem skąd ono się bierze.
 
Nie nie mogę mu się oprzeć...
Wmawiam sobie, że wszyscy robią mi na złość.
A to ja sama działam przeciwko sobie.
 
Sprzeczność, chaos,
Rozgardiasz myśli.
A za oknem jak zwykle
Pada deszcz obojętności.

28 kwi 2014

Gdy zapomnisz

Czy jutro już zapomnisz
Dotyku mojej dłoni?
Czy jutro jeszcze wspomnisz
Muśnięcie naszych skroni?

Czy jutro jeszcze znajdziesz
Drogę do mego domu
I przez okno się włamiesz,
Nie mówiąc nic nikomu?

Czy jutro jeszcze przyjdziesz
Pod mój balkon w ciemną noc
I ramieniem okryjesz
Jak puchowy, ciepły koc?
 
Czy jutro już zapomnisz
Co szeptałeś do ucha?
Lub na nowo poczujesz
Jak me serce Cię słucha?

Czy jutro się uśmiechniesz
Tak, jak w ten słoneczny dzień?
I do ucha znów szepniesz
Słowa stare-Kocham cię?

Gdy jutro mnie zapomnisz-
Uschną kwiaty w wazonie,
W druga stronę zabłądzisz
I zwiędną nasze dłonie.

15 kwi 2014

Wiesz...


Wiesz na czym polega życie?

Żeby stanąć na gruncie,
Mocno odbić się stopami
I skoczyć do góry.
Uderzyć głową w sufit
I spaść.


Albo wsiąść do windy.
Wcisnąć najwyższy przycisk
I utknąć w połowie jazdy.

 

Albo...
Wiesz na czym polega życie?

 

Na wspinaniu się

      Po stromych schodach

             Na coraz to

                   Wyższe

                           Piętro.

29 mar 2014

Zatańczę Ci nad przepaścią

Zatańczę Ci nad przepaścią.
Zawiruję ramionami.
I z uśmiechów solidną garścią
Obsypię Cię pocałunkami.

Zatańczę Ci wokół ognia
Oślepiona jego blaskiem.
Jak roziskrzona radością pochodnia,
Zbudzę słońce rannym wrzaskiem.

A jeśli mnie nie zechcesz -
Spadnę w przepaść po cichu.
A jeśli mnie odepchniesz -
Zatańczę na ognia języku. 

19 mar 2014

Alicja w krainie marihuany

Ja na imię mam Alicja,
Lat dwadzieścia parę.
W dziurę spadła mi delicja,
A ja za nią hop w pieczarę.

Ale nie byłam jedyna...

Przede mną wpadł taki jeden
Bialutki, pulchniutki króliczek.
Ale gdzie wypadł - nie wiem,
Bo zastałam tylko malutki stoliczek.

W sumie urządzone tam było średnio...

Na stoliku był talerzyk.
Pomyślałam - z delicji lipa,
Pewnie w piachu gdzieś tam leży,
Zjem więc ciastko ze stolika!

Całkiem, całkiem. Trochę suche...

Ja nie wiem, co w tym ciastku było...
Chyba miało dużo kalorii,
Bo mi się wszystko powiększyło
I nagle wpadłam w stan euforii.

Usłyszałam tykanie...

Wtem wparował króliczyna,
Oczka takie miał ponure,
Trochę też mu zrzedła mina,
Zaraz przepadł w jakąś dziurę.

A mi się strasznie nudziło...

No dobra - była ze mnie wścibska Ala.
Żeby złapać zraz królika,
Do tej dziury się wepchałam,
Choć już byłam dość utyta.

No i się... Zaklinowałam.

Trzy dni i noce tam siedziałam,
Bez jedzenia i bez picia
I się w końcu wydostałam,
Nawet znalazła się delicja!

Trochę zgłodniałam, nie powiem...

Co się później działo -  Olaboga!
W lesie zaczepiła mnie stonoga,
I gościu w śmiesznym kapeluszu
Zrobił mi herbatki z suszu.

I ten kot...

Patrzył na mnie czarnymi ślipiami
I wszędzie za mną chodził,
A potem była afera z różami
I każdy w czerwonej farbie brodził

I co tam jeszcze...

No i jeszcze te królowe!
Jedna wredna, niska, ruda;
Chciała skrócić mnie o głowę,
Pewnie zazdrościła mi jej paskuda.

W końcu złość piękności szkodzi...

A ta druga spoko była,
Tylko trochę osiwiała,
Przed tą jędzą się ukryła,
Bo już dość jej chyba miała.

I naprawdę...

Naprawdę, nie wiem dlaczego
Znalazłam się na komendzie
Chciałabym dowiedzieć się chociaż tego,
Czy w krainie już spokój będzie.

14 mar 2014

Autobiografia


Dawałam sobie nadzieję
Na byt całkiem nijaki.
Mówiłam „los się zaśmieje
Na powracające ptaki”.

W głębi jednak pragnęłam
Ujrzeć swoje El Dorado.
Na przekór w górę się pięłam.
Serce karmiło się zdradą.

Chodziłam po mdłych bezdrożach.
Tam ludzie ugrzęzli w bagnach.
Pływałam po martwych morzach,
Gdy na dnie pełzała magma.

I zawsze mi brakowało 
Nadziei innej niż miałam.
I zawsze mi było mało
Tej wiary, którą dawałam.

Ale nigdy nie przestawałam.
Próbowałam ze wszystkich sił.
Jednak czasem upadałam.
Gwałtownie spychali mnie w tył.

Czegoś ciągle brakowało…
Snu w nocy, przytomności w dzień.
Czegoś ciągle było mało…
Za mało mnie, gdy rósł mój cień.

Po morzu grzecznie płynęłam,
Przyznaję, że czasem pod wiatr.
A jeśli z kursu zboczyłam –
Nadrobiłam każdą ze strat.

Czemu dziś, gdy nie ma sztormu
Statek mój zalewają łzy?
Czemu dziś, gdy nie ma sztormu
Boję się najsłabszej bryzy?

Więc czemu dziś tracę kontrolę?
Czemu statek mną kołysze?
Zgubiłam swoją busolę
I nadziei już nie słyszę.

4 mar 2014

Blues dwóch serc

Opowiedz mi historię swojego życia.
Tą taką... prawdziwą,
Którą skrywasz pomiętą między kartkami, w zagięciach.
Będę się patrzył w Twoje oczy
Na srebrne księżyce bezgwiezdnego nieba.
-Zaczęło się...gdy miałam lat (...)
Będę się wtapiał w Twe włosy.
Oddychał Twoim wydechem
I głaskał Cię po policzku
-Ty jesteś taka miękka..!
-To od poduszki...
Będę Cię ochraniał
Swoim twardym ramieniem...
-A potem (...)
W tle będzie nam grał blues
-Wiesz, że jest 3 nad ranem?
-Wiesz, że Cię kocham?

16 lut 2014

Gdy Titanic tonął

Gdy Titanic tonął,
On jej grał na skrzypcach
I szybkim ruchem smyczka
Komponował miłość.

Gdy Titanic tonął,
Ona mu grała na pianinie.
Zginając palce, unosząc nadgarstek
Wygrywała melodyjne "Kocham cię".

Gdy Titanic tonął,
Oni tańczyli na marmurowej posadzce.
Świat sie nie kończył, świat wirował.

Gdy Titanic tonął,
Samotnie opadałam wraz z nim.
Lodowata woda wpływała mi do uszu i zamarzało serce.

6 lut 2014

Halny


Szedłem gdy zapiał kur
Z głową spuszczoną w dół.
Łzy zatapiały za mną szlak.
Żałosne requiem śpiewał ptak.

To halny! To halny!
Przyszedł, opętał.
To halny! To halny!
Rozum mój spętał.

Szedłem po zgniłej zieleni motłochu.
Przebijałem się wśród szumiących gałęzi tłoku.
Coraz wolniej stawiałem każdy krok,
Gdy do oczu wdzierał się mrok.

To halny! To halny!
Przeniknął do skroni.
To halny! To halny!
Mnie w góry zagonił.

Jak piorun gnałem w górę,
By zderzyć myśli chmurę o chmurę.
Obserwowałem granat Tatr
Rozmywany przez dziki wiatr.

To halny! To halny!
W apogeum swej złości.
To halny! To halny!
Przeszył zimnem do kości.

Oblepiała mnie płatków śniegu plaga.
Szalik powiewał z tylu jak flaga.
W silnych dłoniach traciłem czucie.
I niosłem bryłę lodu w bucie.

To halny! To halny!
Strącił z drogi do nieba.
To halny! To halny!
Przywiązał do drzewa.

To halny! Przez halny
Stanąłem na szczycie.
To halny! Przez halny
Skończyłem swe życie.

2 lut 2014

Stróż wojownik


Ty nie masz skrzydeł,
A jednak 
Wznosisz się nade mną.
Ty nie masz ostrego miecza,
A jednak 
Pomagasz mi wygrywać moje bitwy. 
Ty nie masz mosiężnej tarczy,
A jednak 
Bronisz mnie przed upadkiem.

Tylko Twój głos
Prowadzi mnie 
Jak gwiazda w czarną noc
i jest moim słońcem w dzień.

Tylko Twój głos
I to, że jesteś;
Otulasz mnie jak koc.
Przychodzisz do mnie we śnie.

Poobijana, połamana;
Będę ciągle iść przed siebie,
Bo wiem, że będziesz mnie ratowała
I kiedyś spotkamy się w niebie.

23 sty 2014

Styczniowy chłód

Kosy na sztorc stawiali
Tam, gdzie ziemia umiera żyzna.
W styczniowy chłód maszerowali
W rytmie hasła "Bóg, Honor, Ojczyzna".

Serce z piersi się wyrywało,
By osłaniać, gdy nacisną na spust.
Stuletnim zmęczeniem dyszało,
Białą parą z sinych ust.

Zostawili dzieci, żony,
Zostawili ziemię - dawczynię chleba
I krzycząc "Bądź pochwalony",
Poszli na pieszo. Po wolność. Do nieba.

A potem wśród płaczących drzew,
Ponad zasypaną śniegiem wioskę
Z palącej się stodoły cichł śpiew
Wyrytego w pamięci "Boże coś Polskę".





Jak pięknie i zaszczytnie jest
Umierać za Ojczyznę,
Za ogród, w którym pachnie bez
I śpiewać polską pieśń.

19 sty 2014

Serce na agrafce

Więc dziś już nie patrzę takim wzrokiem,
Bo dzisiaj mam w oczach tylko łzy.
I smutek zakrada się do okien,
Rysuję na szybie moje sny.

Więc dzisiaj nie szukam już miłości,
Bo na ten świat ona jest zbyt mała.
Każdego dnia zimno do szpiku kości, 
Choć serce żal piecze i rozpala.

Więc dzisiaj nie pobiegnę już za Tobą,
Bo na oddech ledwo starcza mi sił.
Będę się modlić ze spuszczoną głową,
Abyś po prostu gdzieś obok mnie był.

I dziś już nie uśmiechnę się do Ciebie,
Bo wcale nie jest mi tak wesoło.
Gdy głowę rozsadza w panicznym gniewie,
A gorączka rozpala blade czoło.

Bo dziś siądę gdzieś na ławce,
Pokropię łzami rozlane mleko,
Zawieszę serce na rdzawej agrafce 
I pełna złości wyrzucę hen daleko.

10 sty 2014

Nieposłuszne

I co? 
Znów mi się zrywasz
ze smyczy?
Żyły i Tętnice nie wystarczą
do poskromienia Twojego dzikiego bicia.

Weź tak nie pędź...
No przecież ja i tak się nie ruszę!

Zakochanie?
Ty może lepiej ogarnij wreszcie układ krążeniowy
(bo już nawet z nim nie dajesz sobie rady).
A nie, zajmujesz się jakimiś...
Fanaberiami.

Normalnie bym cię chętnie udusiła!
Ale wtedy i ty mnie zabijesz...
Do Jasnej Aorty!
Czemu moje
Nerki, Jelita, Trzustka
i inne, bardziej posłuszeństwa kiełbasidła
są z tobą powiązane?

Z tymi swoimi kaprysami 
jesteś mi tak potrzebny do szczęścia
jak Wątrobie etanol,
a Płucom papierosy.

1 sty 2014

Rozterki Pani Jadzi

"Szkło jest zdecydowanie zbyt kruche,
A cement raczej za twardy
By pogrzebać rozgniecioną muchę,
A nawet zakończyć żywot jej marny.
.
.
.



A jeszcze zostanie plama...
I to (znając szczęście) przy suficie.
No przecież nie zetrę jej sama!
Mówię wam... Co ja mam za życie!

Jak ja się z takim felerem uporam?
Jeszcze brakuje, bym spadła z drabiny...
A Zośki z góry NIE zawołam,
Bo mi będzie stroić głupie miny.

Ło matko! Co ludzie powiedzą!
Że ja nie umiem dobrze zabić muchy!
Że ja jestem nieporadną jędzą!
Zaraz w mieście będą słuchy..."



Tak właśnie Jadźka wytężała krągłą główkę,
Stojąc w kolejce sklepowej.
Bo tylko dzisiaj, za złotówkę
Można było kupić klepkę u Nowakowej!

A jaka ta kolejka długa była...
Ludzi sznurek stał przez pół miasta.
Ale zaraz akcja się skończyła.
Klepki wyprzedane, no i basta.

Pani Jadzia podirytowana,
Podnosi lament w tym całym zamieszaniu :
Jaka to ona wybrakowana!
Ani klepki, ani much nie ma w mieszkaniu!

17 gru 2013

Niedziela


Niedziela jest nadzieją,
Bo wtedy widzę Ciebie.
I oczy mi się śmieją 
I znowu jestem w niebie.

Niedziela jest nadzieją,
Spotkaniem naszych źrenic.
I nogi moje mdleją,
Zaczynam się rumienić.

Niedziela jest nadzieją
Nim poniedziałek wstanie
I serca skamienieją
I cisza znów nastanie.

6 gru 2013

Ludzie późnej godziny

Tu ludzie późnej godziny
Ze spalonymi sercami
Wypełzają wieczorami
Z szarych opar swej spaliny.


Tu ludzie późnej godziny
Za dnia śpią gdzieś w piwnicach,
Nocą błądzą po ulicach.

Ubierają gorzkie miny.

Tu ludzie późnej godziny
Rozkładają się po rogach,
Na patykowatych nogach,
Ulepieni z suchej gliny.

Tu ludzie późnej godziny
W ukryciu płaczą namiętnie,
Mijają nas obojętnie,
Gdy koło nich przechodzimy.

Tu ludzie późnej godziny
Idą do sklepu po bułki.
Biorą tylko z niższej półki.
Wracają w swe ruiny.

Tu ludzie późnej godziny
Duszą się w ciasnej piwnicy.
Na bruk obskurnej ulicy
Wylewają mdłe mydliny.

Tu ludzie późnej godziny
Budują plebejskie mury.
Zanim wzniosą się na góry-
Spadają z niskiej drabiny.


Tu ludzie późnej godziny
Łamią kości ze starości,
Skaczą z dachów codzienności
Toną w morzu swej rutyny.


Tu ludzie późnej godziny
Krzyczą zza maski cierpienia.
Powiedz - widzisz te spojrzenia?
Nie. Za bardzo się spieszymy.

21 lis 2013

Wszyscy jesteśmy poetami

Tak łatwo dziś być poetą -
Zapisać na kartce kilka słów
Z życia.
Może urojonych, może prawdziwych,
Może przekoloryzowanych albo fałszywych.
Udekorować spacjami, przecinkami, enterami...
Żeby czytelnik główkował.

Zapakować w symbole, neologizmy,
Żeby czytelnik nie pojął języka ojczyzny
I nas.
Ślęczał nad drukiem długi czas...
A na końcu i tak zrozumiał po swojemu.

Bo przecież jesteśmy poetami!
Rasa wyższa, nie?

15 lis 2013

Srebrzysta

Ciemna noc gra
Piosenkę bez słów
I tylko księżyc zna
Układ jej nut.

Pobiegnij za mną
Po ścieżce milczenia,
Gdzie anioły łzy kradną
I nie ma nic do stracenia.

Owładnięci zapachem czarnej róży,
Ganiajmy się po niebieskiej trawie.
Wśród mrocznych drzew-stróży
Usiądźmy zdyszani po zabawie.

Czarną szminką cienia
Uśmiechnę sie do Ciebie
I w niewyraźnej wymowie milczenia
Będę liczyła gwiazdy na niebie.

A gdy mi sie znudzi,
Przytulę Cię w szczęśliwym zmęczeniu.
Zanim wrzask słońca mnie obudzi,
Usnę Ci na ramieniu.

11 lis 2013

Nie zrywajcie białych róż

Nie zrywajcie białych róż,
Rosnących na szarych polach; 
Pośród szepczących pieśni brzóz
O ich nędznych dolach.

Nie zrywajcie białych róż,
Co kwitną przy krzyżach drewnianych.
Każda z nich to stróż,
Który liże poległego rany.

Nie zrywajcie białych róż,
Bo nieba jeszcze grzmią.
Serce Polaka, a w nim nóż 
Spoczywają tuż pod ziemią

6 lis 2013

Śpiąca

Pod przeciekającym wieży dachem
Snuje się, ze snu wybudzona
Po części tęsknotą, po części strachem.
Podchodzi do okna, słońca spragniona.

Mrużąc oczy, rozczesując włosy
Nuci pod nosem stare kołysanki.
Plecie kosmyki w złociste kłosy.
Słońce się wita przez dziurawe firanki.

Wykrzywia twarz do lusterka
W bladym, ołowianym uśmiechu,
A potem moknie muślinowa sukienka,
Którą suszy w nagłym pośpiechu.

Przy zaschniętym kubku, codziennie o poranku
Stoi tam, aż oczy się znużą.
Wpatruje się w drogę prowadzącą do zamku
Zarośniętą bluszczem i dziką różą.

Wyczekuje kogoś, kto stanie u wrót
Na koniu białym i w srebrnej zbroi
Lecz mury już osiadł kurz i brud
A ona nadal co dzień tam stoi.

I błąka się po ciasnej wieży,
Czasem potrąci przeklęte wrzeciono,
Stłucze parę porcelanowych talerzy
I podmucha rękę wrzątkiem sparzoną.

A ukłucie na palcu jeszcze zostało.
Rana pulsuje i krwawi jak świeża
Przygniata ją paznokciem, gdy bólu za mało,
Szepcząc pod nosem wersy pacierza.

Z dnia na dzień coraz ciężej
Wstawać z uśmiechem na twarzy z rana.
I na kłosach włosów słońca mniej
I siniaków więcej na kolanach.

Nadchodzi zima niebieska, zima lodowa.
Chłód murów ręce jej studzi.
Pod ciepły koc serce więc chowa...
Lecz czy jutro znów się obudzi?

29 paź 2013

Na odchodne

Więc wyjdź i wróć za kilka lat.

Powiem Ci, czy bez Ciebie lepszy był świat.

Czy przeżyliśmy choćby jedna wiosnę
I czy choć jedno dziecko ujrzałam radosne.

Weź ze sobą walizkę czerni
I bukiet...
Najlepiej cały sad Twoich cierni.

Idź, zostawiając za sobą stróżkę cierpienia...

Masz coś jeszcze do powiedzenia?

27 wrz 2013

Chiaro

I choć ulotna jak płomień znicza,
To lekka jak piórko na wietrze; 
Zrzucę ten ciężar, co mnie ogranicza;
Wzniosę się wysoko w powietrze.

I przejdę przez płomienie
I pokonam najwyższe góry
Tam, gdzie rodzą się słońca promienie;
Wzlecę ponad chmury.

Złapie w butelkę puszystą chmurę
I pocałuje siedzącego na niej anioła,
A potem polecę w górę i w górę
Oglądać świat dookoła.

Może kiedyś wrócę do Ciebie
Jeśli zabłądzisz, zatęsknisz za mną.
Uważnie obserwuj te gwiazdy na niebie,
Będę wśród nich kiedy spadną.

23 wrz 2013

Przekleństwo

Przeklinam Cię
Moja miłości uśpiona w dzień,
Krwawiąca w nocy
Pod wilgotnym kocem
Od moich łez.

Przeklinam Cię
Moja miłości, zawiodłaś mnie.
Duszę się znów
Pod stertą nieprzespanych snów,
Sznurem niewypowiedzianych słów.

Przeklinam Cię
Moja miłości, więzi mnie Twój cień.
Czy gdy zasnę choć raz,
Na bardzo długi czas,
Obudzisz mnie?

Przeklinam Cię!
Moja miłości, widzisz mnie?
Chcę zasnąć choć raz
Na długi, długi czas...
Nieważne. Kocham Cię.

3 wrz 2013

Dark hole in heart

One more lonely day
It will be our love's funeral.
Cold diamonds from the sky
Will have fallen.
And I'll never know
If it was someone's tears.

One more lonely night
It will be a furious storm.
We'll have drown in flood of hopelessness
Among our arms scarf.

Just one more year without you,
Just one more moonlight
Without your smile
And I'll stop fight
And I will die
Somewhere on the street.

Because you're the only one
Who can cause something so beautiful.

31 sie 2013

Stróż

Próbowałam pozbierać
Odłamki Ciebie
Porozrzucane po ruinach
Białego pokoju.
Wstałam z kolan;
Spojrzałam do góry.

Przecież Ty i tak jesteś w niebie.
Musisz być.

Potrzebuję stróża.
Kogoś, kto wskaże mi drogę;
Zawróci z błędnych ścieżek,
Które na pamięć zna.

I przyjdzie do mnie w nocy;
Ucałuje w czoło.

Bo nic już nie pozostało...
Tylko czysty bałagan myśli
I ja.

25 sie 2013

Afrodyta

Zdołasz poznać?
W posągu zamknięta postać;
Cienką warstwą kurzu spowita;
Zamrożone w marmurze piękno, to Afrodyta.

Widzisz na morzu białe bałwany?
To ona, wynurza się z morskiej piany
I idzie, jedwabną koszulą okryta.
Zatopiona w morzu miłości Afrodyta.

Tuż nad nią Hermes skrzydłami powietrze przecina
I słychać wokół śpiew delfina;
Błąka się gdzieś, wśród fal skryta,
Bo nie wiesz, kiedy Cię spotka.
Afrodyta

18 sie 2013

Historia przystankowa

W pomarańczowy, jesienny poranek;
Pośród foliówek tańczących na wietrze;
Przyszła na pobliski, szary przystanek
Dziewczyna w zielononiebieskim swetrze.

Przesunąłem się by siadła na ławce
Lecz tylko objęła się ramionami.
Usłyszałem przez gitarę w słuchawce,
Że płakała. Cała zalana łzami.

Ja nie mogłem oderwać od niej oczu;
Myślałem, że zrodziły ją moje sny,
A ona stała tam tak na poboczu
Przydługim rękawem ocierając łzy.

Chciałem podejść, zagadać, pocałować,
Jakoś pocieszyć, przytulić, otrzeć łzę,
Jednak nie dane mi było spróbować.
Jakaś siła zatrzymała wtedy mnie.

Ja nie potrafiłem, choć bardzo chciałem,
ja nie wiedziałem, jak jej w oczy spojrzę.
Tak ogromną ochotę wtedy miałem
Powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze.

Ona marzła stojąc na nogach drżących;
Próbowałem me  myśli zebrać w kupę.
Miałem jej szepnąć kilka słów gorących,
Więc czemu głupi siedziałem na dupie?

Już miałem podejść, ruszyć się z przymusu.
Wygłosić wszystko, co sobie myślałem
Lecz zniknęła za drzwiami autobusu,
A ja tam ciągle jak dureń siedziałem.

12 sie 2013

Pretty things

You think it doesn't matter,
And it's never gonna be okey.
You think like don't deserve for better
And there's nothing you can say.

Your demons stuck in you
And they slowly cut your every wing.
And these voices are so untrue
But you can't believe in simplest pretty thing.

And you just wanna jump
From the brigde of your glory.
All this crowd is so numb,
Busy of their own story.
And they've forgotten you
Before they've noticed a piece of pain.
So what is left to do?
Just searching in you the blame.

But today you'll wear your prettiest thing,
The faith abandoned on the bottom of this heart.
And take out of your chest every sting.
Open eyes for new start.

And wherever life would takes you,
Never forget your pretty things.
Only this voice of your heart is true.
Allow to fly these folded wings.

8 sie 2013

Słowo

Może i nie jestem godna
Abyś przyszedł do mnie,
Ale wystarczy tylko słowo...
Powiedz tylko słowo,
A wstanę
I przyjdę do Ciebie.

Nie wiem gdzie

Biegnę, biegnę
Po złotej smudze na zielonej trawie.
Biegnę, biegnę
Oczami zwróconymi ku zachodzącemu słońcu,
Którego promienie oplatają moje jaskrawe ubrania.
Czuję na sobie jego oko,
Które otacza mnie opieką
Od słomkowego kapelusza
Po przemoczone trampki.
Więc biegnę, biegnę...
Nie wiem gdzie.
Byle by tam,
Gdzie nie dogoni mnie
Smród spalenizny waszych pieniędzy.

25 lip 2013

Długopis

Nie napisze już nic.
Nie.
No bo po co?
Nie... To nie dla mnie.
Nie chce?
Po co brudzić kartkę atramentem?
Najlepiej od razu się przyznać.
Nie umiem
Żyć na papierze.
Zbyt często kaleczę się jego bielą
Namalowaną promieniami słońca
Zanim wytryśnie strumień gorącej, ciekłej...
Weny
I kapnie na cienką powierzchnię
Nicości.

21 lip 2013

Upadek Elfiego Królestwa

W purpurowej szacie i złotej koronie,
Łzami zmywając resztki dumy z powiek,
Siedzi na swoim przeklętym tronie.
Ni to bóg, ni to człowiek.
Elfi król!
W powodzi łez tonie
I kwiatów rój
Więdnie przed nim w pokłonie.
Gnijąc w tej wilgoci
Wydają ostatni jęki konania.
Jeszcze tylko słońce pozłoci
Krople rosy rodzone z ich łkania.
A razem z nimi w agonii zdychają elfy
Obok powalonych gałęzi brzóz.
Mdleją pod wieżą zapłakane nimfy,
Kaleczone przez porozrzucany gruz.
I pleśnieją olchy i płaczą wierzby,

Tryskają ostatnie strumienie żywicy,
A nad nimi rozbrzmiewają lamenty dzierzby,
Bo nic już nie cofnie żniwa martwicy.
I obumiera każdy ostały krzew,
Teraz smród i zgnilizna sieją zniszczenie.
Próchnieją pnie najmłodszych drzew,
Wiotczeją ich mocne, życiodajne korzenie.
I walą się złote baszty
Splecione z kłosów zbóż,
A wraz z nimi legnie każdy,
Do końca wierny ich stróż.
Malowany pałac z kolorowych kamyków
Powoli popada w ruinę,
Parę wiosennych słońca promyków
Ogrzewa lepką padlinę.
Butwieją te liście, które szumiały na wietrze
I marnieje całe ostałe jestestwo.
Dusi ich własne, zatrute powietrze.
Umiera więc elfie królestwo
I tylko lekka mgiełka osiadła na murze
Kątem oka spogląda na przebieg widowiska.
Wtem błysk przepędza ja zwiastując burze,
Płacz nieba roztapia ruiny zamczyska.

15 lip 2013

Utracona

Gdzie jest Twoja Nadzieja,
Która przyświecała ciemne schody życia?
Ktoś zdmuchnął płomień...
Chcesz zapałki?

No czemu płaczesz?
Jak tak leżysz na łóżku
Wyglądasz jeszcze szarzej.
Kurczysz się...
Z nocy na noc.
Czekasz na...
Sen?

W myślach przywołujesz
Wyimaginowaną dłoń.
Nie złapiesz nawet prawdziwej.

Gdzie jest Twoja Nadzieja?
Ktoś Ci ją zdarł ze skóry,
Nieprawdaż?
To dlatego jesteś taka...
Podrapana.

Twoje nogi ciągle drżą...
Pomóc Ci wstać?

Już nie szukaj tego
Przeciwbólowego świństwa...
Przecież wiesz, że nie pomoże.

Spokojnie.
Proszę, uspokój się już.

Tutaj.
Widzisz te wyciągnięte ramiona?
Są dla Ciebie.

No wiem.
Jest do dupy.


Ale co jeśli...
Będzie lepiej?

Może warto się przekonać...

Nie znikaj!

28 cze 2013

O miłości

O mój miedziany książę,
O głosie tysiąca najpiękniejszych cymbałków,
Nie mów do mnie wszystkimi językami ludzi i aniołów...
Skoro nie znasz języka miłości.

A Ty, siłaczu wiary,
Nie przenoś dla mnie gór,
Skoro nie udźwigniesz mojego serca.

Po co mi Twoja wiedza,
Zapatrzony w gwiazdy uczony...
Nie wiesz przecież, czy dzięki mnie poznasz prawdziwą miłość.

Niepotrzebne mi Twoje wróżby,
Wielki proroku.
Nikt nie zna tajemnicy szczęścia.

A Ty? Powierzchownym dobrem zatykasz swoją dziurę w świecie.
Daremna ofiara nie ukaże miłości.
Marna jałmużna,

Marne przemianie.
Bez miłości.

Żyjmy miłością,
Z miłością,
Dla miłości.
A jej kwiat rozkwitnie
I nie pokaleczy cię kolcami.

Mówmy o miłości,
Z miłością,
Dla miłości.
A nasze serca wypełnią najpiękniejsze dźwięki świata.

Kochamy się wszyscy.
Szczerą miłością,
Pełną miłością,
Prawdziwą miłością.

22 cze 2013

Ukradnij mi kawałek nieba

Ukradnij mi kawałek nieba
Z rozświetlonymi słońcem chmurami,
Z miejsca, gdzie słowik o świcie śpiewa...
Nieba, każdej nocy przybranego gwiazdami.

Ukradnij mi kawałek nieba
Pod którym rozkwitają pachnące bzy
I Zeus rzadko się o coś gniewa,
A gdy trzeba roni życiodajne łzy.

Ukradnij mi kawałek nieba,
Niczym wody przejrzystego morza,
Z czasów spadającego na ziemię chleba,
Kiedy karmiła nas ręka boża.

Ukradnij mi kawałek nieba
Nad którym zagości słońce radosne,
Pod którym odżyje martwa gleba,
Rozkwitnie życie, zwiastując wiosnę.

Ukradnij mi kawałek nieba,
Pod którym znajdziemy miejsce : ja i Ty.
Tylko tego mi dzisiaj potrzeba.
Miejsca, które wciąż mi się śni.

16 cze 2013

Zakochani

Czy Pani była w nim zakochana?
Wtedy, na ulicy za rogiem, z rana...
Gdy zapach z piekarni unosił się nad miastem
I pachniało świeżo upieczonym ciastem.

A Pan? Czy był Pan w niej zakochany?
Wtedy, gdy o świcie, przeczesując włos potargany,
Zobaczył, jak przechodziła pod oknem z torebką na ramieniu.
To prawda, że zakochał się Pan w pierwszym jej spojrzeniu?

Czy Państwo byli w sobie zakochani?
Wtedy, na ławce w parku, zadumani...
Zatraceni w ptaków śpiewie,
Wypatrując baranków na niebie.

Czy Pani była w nim zakochana?
W kawiarni, przy winie, w małą czarną ubrana...
A on na sobie miał tamtą kamizelkę
I spragniony lekko ściskał Pani rękę.

Czy Pan był w niej zakochany?
Wtedy, gdy zbierał dla niej czerwone tulipany...
Złoty pierścionek na dłoń wkładając
I swą miłość przy tym długo wyznając.

Czy Państwo byli w sobie zakochani?
Z uśmiechem na twarzy, kwiatami przybrani
I gdy spotkali się na ślubnym kobiercu...
Czy mieli prawdziwą miłość w sercu?

7 cze 2013

Mogłam być nią

A mogłam być nią,
Pławiącą się w Twoim uśmiechu.
Mogłam być nią,
Osuszającą Twoje łzy.

Mogłam być tą,
Plątającą palce z Twoimi włosami.
Badać krawędzie Twoich ust
Moimi ustami.

Mogłam być nią...
Być tam, przy Tobie.
Mogłam być tą,
Przy której jesteś dziś

Mogłam?
Nie, nie mogłam.
To niesamowite,
Jak realistyczne złudzenia potrafi stworzyć spragnione miłości serce
I pozbawiony zrozumienia mózg.

25 maj 2013

Pozornie

Przetrwałam już wiele:
Sztorm, burze i grad,
A Ty wciąż myślisz, że nie dotknęła mnie nawet kropla deszczu.

Wylałam już wiele:
Łez, krwi i potu,
Ty wciąż nie wierzysz, bo widzisz uśmiech na twarzy.

Widziałam już wiele:
Krzywdy, cierpienia, rozpaczy.
Usłyszałam już wiele słów, co potrafią łamać.
Stanęłam z nimi twarzą w twarz
I mimo serca rozdartego na pół,
Pokazałam, że można się nie poddawać.

17 maj 2013

Krzyżyk na drogę

*wiersz napisany przy współpracy z Cezarym Jędryką

Stojąc przed lustrem zapinam klapy surduta,
Wkładam nogę lewą do lewego, prawą do prawego buta,
Zakładam mundur nowy i świeży niczym blady świt
Z myślą, iż nie zobaczymy się nie tylko dziś,
Ale przez najbliższe kilka lat żyć będziemy w rozłące:
Ty marzyć będziesz w domu i śnić, a ja na jeszcze zielonej łące
Z karabinem w dłoniach i z duszą na ramieniu będę spoczywał;
Oby Atena tym razem okazała się litościwa.
Lecz nie ona zostanie moją panią nocy i dnia,
Rytmem, który wyznacza mój życia takt,
Zegarmistrzem, który nieustannie nakręca zegar życia mój;
Kochana żono ma, ja pozostanę na wieki wieków amen Twój!
Pomódl się za mnie, kiedy turkot powozu usłyszysz,
Zamknij się w pokoju i pogrąż w melancholijnej ciszy,
Złóż razem dłonie, tak jak zwykłaś do pacierza,
A ja spokojnym się ostanę aż do ostatniego huku moździerza.
Teraz krzątasz się, pakujesz walizki w zamęcie,
Z kąta w kąt biegasz, powstrzymując łzy zawzięcie;
Podchodzę i Cię zatrzymuję, ocieram gorzką kroplę z Twej twarzy.
Dozgonna bliskość i wieczna Twoja miłość jedynie mi się marzy...


***

Za oknem znowu zachodzi krwawe słońce...
Patrzę na fotografie na ścianie wiszące:
Wycieczka w góry, pamiątka ze ślubu, nasz pierwszy taniec.
Ocierając z rzęsy łzę, wyciągam stary różaniec
I jeszcze raz błagam Boga miłosiernego,
Aby przywrócił mi Ciebie żywego.
Przygryzam spierzchnięte wargi. Zapomniały już smak Twoich ust.
W oddali nadal słyszę szumiący wodospad łez innych sióstr.
Klękam na zimnych deskach podłogi,
W rytm modlitwy drżą zmęczone nogi,
A gdy oczy zamykają się już do spania
Wspominam jeszcze dzień naszego pożegnania.
W czasie tak daleki lecz sercu wciąż bliski,
Gdy w rozpaczy milczenia pakowałam walizki.
Pod ubrania wcisnęłam nasze zdjęcie
I siadłam przy stoliku, łzy powstrzymując zawzięcie.
Na kartce papieru pachnącej moimi perfumami
Napisałam "Na zawsze Twoja, mój Ukochany",
Następnie podpisałam pocałunkiem szminki
I wetknęłam między pozostałe upominki,
A na koniec wręczając pakunki na drogę,
Całując w czoło, dałam ostatnią przestrogę.
I na piersi zawiesiłam Ci krzyżyk, który dostałam od mamy...
Powiedziałeś, że oddasz... Że jeszcze się spotkamy.
I szedłeś z uśmiechem na twarzy skazańca,
Zostawiłeś mi tylko parę paciorków różańca
I ciepły pocałunek na szyi słonej od łez.
Poszedłeś w świat, póki pachniał bez,
A gdy znikałeś za kotarą bramy
W uszach ciągle brzmiało "jeszcze się spotkamy".

***

Jadę powozem, wzrok wbijam w pustą przestrzeń,
Dłonie trzymam na kolanach splecione. Teraz, póki mogę jeszcze,
Wspominam dawne chwile spędzone z moją żoną ukochaną…
Nie, pośród mgieł wojny to już nie to samo…
Skończyły się czasy, kiedy leżeliśmy na polach beztrosko,
Śpiewaliśmy w duecie, a leśne echo te pieśni powtarzało i niosło…
Jednak dzisiaj będzie inaczej, będę leżał na łące
Brudnej i krwią płynącej, gdzie truchła śmierdzące
Swym gnijącym aromatem będą mi towarzyszyć…
Boże… Ile dałbym, aby znów poczuć woń Twych perfum w spokoju i w ciszy…
Wypychają z powozu - rozmyślań i wspomnień czas dobiegł końca;
Dają karabin i przeć każą w stronę piekącego słońca…
Zamiast błądzić z Tobą na szczęścia tropie,
Pada komenda: „Padnij!” i wszyscy zlegamy w okopie.
Symfonią jedyną są teraz kule,
Które niczym nosiciele śmierci nad głowami świszczą czule.
Nutami moimi ostały się wybuchy,
Którymi włada i od których ginie człek kruchy.
Rytmem stało się przeładowanie…
Czy kiedykolwiek wrócę? Jeśli tak, to w jakim stanie?
Lecz niestety nie czas na takie pytania,
Gdyż wtem Dyrygent wzywa do moździerza ładowania.
Wstaję z okopu i przez pole bitwy biegnę, prosto przed siebie zmierzam.
Kula utkwiona w sercu to nic, Brat Broni wnet ból uśmierza.
Całuję krzyżyk, który mam na zakrwawionych piersiach;
Rad byłbym spoczywać teraz w Twoich, a nie w medyka objęciach…
- W co wierzycie? Tylko szczerze!
- Wierzę ja w Boga i w Polskę wierzę!
- Bardzo Was boli serce przedziurawione?
- Nie gadaj, opatruj… Powiedz mojej żonie…
- Ejże, ejże! Hola żołnierzu, nie przyszliście tu umierać!
- Obiecałem rychły powrót… Czas już nastał… Trzeba się więc zbierać.
- Moment, zaraz! Moment, chwila! Nie przyszliście tutaj na wakacje!
- Macie rację… Ale proszę spojrzeć… Ot, Dyrygent zginął… Tylko czekać na dekapitację…
Czy nie przelewana jest już krew? Czyżby wojny nastał kres?
Przenieśmy się tam, gdzie szumi wodospad gorzkich łez.


***

Dziś jak co dzień, świat bez Ciebie szary i ponury,
Przykładam do twarzy stary mundur, by poczuć zapach Twojej skóry.
Zdaje się, że słyszę ten dźwięk, co grał w Twoim sercu
Wtedy, gdy mnie ujrzałeś na ślubnym kobiercu
I przyrzekałeś, że będziemy razem szczęśliwi, weseli
I nie sądziłeś, że kiedykolwiek coś nas rozdzieli.
Dziś mętlik pytań mam w głowie...
Pytań, na które nikt mi już nie odpowie.
Czy jeszcze kiedyś w Twych ramionach spocznę?
Boże, czemu rozdzieliłeś to, co miało pozostać nierozłączne?
A ja czekam dni, miesiące, lata...
Lecz w kalendarzu wciąż widnieje pożegnania data
I nadal na trawniku leży kosa, którą kosiłeś trawę,
A na parapecie kubek, w którym rano pijałeś kawę.
Dziś do niego zbieram moje łzy
I czekam aż wrócisz, gdy rozkwitną bzy.
Znów ściemnia się na dworze, niebo zwiastuje burze...
I oto widzę postać w zielonym mundurze.
Niespodziewanie się wyłania z podwórka bramy,
Po trawie wloką się obdarte glany
I na głowie taka sama czapka żołnierska,
A na niej błyszczy odznaka oficerska;
I już wybiegam z domu, omal nie wyłamując drzwi,
Rozumem wciąż myślę, że to mi się śni...
Granatowe sukno przykryło słońce na niebie
Lecz serce z piersi się wyrywa i pędzi w tą ulewę,
Więc bose stopy mkną w stronę bramy,
Bym mogła wreszcie Cię dotknąć, o mój Ukochany.
Chcę się rzucać na szyję i wtulić w Twe ramiona,
Usłyszeć, że wojna jest skończona;
I już coraz bliżej jestem, półprzytomna padam na kolana...
Lecz co widzę? To nie Ty... Twarz nie ta sama.
To tylko posłaniec wracający z pola bitwy...
Składam więc dłonie jak do modlitwy
I już potok słów ma wypłynąć przez me wargi:
Pytania, prośby, żale i skargi.
Krzyczę, błagam, płakać nie przestaję...
Lecz on odchodzi i do ręki tylko daje
Mały krzyżyk krwią zaplamiony, z Twej piersi zerwany
I ostatni list do mnie... Niewysłany.