27 wrz 2013

Chiaro

I choć ulotna jak płomień znicza,
To lekka jak piórko na wietrze; 
Zrzucę ten ciężar, co mnie ogranicza;
Wzniosę się wysoko w powietrze.

I przejdę przez płomienie
I pokonam najwyższe góry
Tam, gdzie rodzą się słońca promienie;
Wzlecę ponad chmury.

Złapie w butelkę puszystą chmurę
I pocałuje siedzącego na niej anioła,
A potem polecę w górę i w górę
Oglądać świat dookoła.

Może kiedyś wrócę do Ciebie
Jeśli zabłądzisz, zatęsknisz za mną.
Uważnie obserwuj te gwiazdy na niebie,
Będę wśród nich kiedy spadną.

23 wrz 2013

Przekleństwo

Przeklinam Cię
Moja miłości uśpiona w dzień,
Krwawiąca w nocy
Pod wilgotnym kocem
Od moich łez.

Przeklinam Cię
Moja miłości, zawiodłaś mnie.
Duszę się znów
Pod stertą nieprzespanych snów,
Sznurem niewypowiedzianych słów.

Przeklinam Cię
Moja miłości, więzi mnie Twój cień.
Czy gdy zasnę choć raz,
Na bardzo długi czas,
Obudzisz mnie?

Przeklinam Cię!
Moja miłości, widzisz mnie?
Chcę zasnąć choć raz
Na długi, długi czas...
Nieważne. Kocham Cię.

3 wrz 2013

Dark hole in heart

One more lonely day
It will be our love's funeral.
Cold diamonds from the sky
Will have fallen.
And I'll never know
If it was someone's tears.

One more lonely night
It will be a furious storm.
We'll have drown in flood of hopelessness
Among our arms scarf.

Just one more year without you,
Just one more moonlight
Without your smile
And I'll stop fight
And I will die
Somewhere on the street.

Because you're the only one
Who can cause something so beautiful.

31 sie 2013

Stróż

Próbowałam pozbierać
Odłamki Ciebie
Porozrzucane po ruinach
Białego pokoju.
Wstałam z kolan;
Spojrzałam do góry.

Przecież Ty i tak jesteś w niebie.
Musisz być.

Potrzebuję stróża.
Kogoś, kto wskaże mi drogę;
Zawróci z błędnych ścieżek,
Które na pamięć zna.

I przyjdzie do mnie w nocy;
Ucałuje w czoło.

Bo nic już nie pozostało...
Tylko czysty bałagan myśli
I ja.

25 sie 2013

Afrodyta

Zdołasz poznać?
W posągu zamknięta postać;
Cienką warstwą kurzu spowita;
Zamrożone w marmurze piękno, to Afrodyta.

Widzisz na morzu białe bałwany?
To ona, wynurza się z morskiej piany
I idzie, jedwabną koszulą okryta.
Zatopiona w morzu miłości Afrodyta.

Tuż nad nią Hermes skrzydłami powietrze przecina
I słychać wokół śpiew delfina;
Błąka się gdzieś, wśród fal skryta,
Bo nie wiesz, kiedy Cię spotka.
Afrodyta

18 sie 2013

Historia przystankowa

W pomarańczowy, jesienny poranek;
Pośród foliówek tańczących na wietrze;
Przyszła na pobliski, szary przystanek
Dziewczyna w zielononiebieskim swetrze.

Przesunąłem się by siadła na ławce
Lecz tylko objęła się ramionami.
Usłyszałem przez gitarę w słuchawce,
Że płakała. Cała zalana łzami.

Ja nie mogłem oderwać od niej oczu;
Myślałem, że zrodziły ją moje sny,
A ona stała tam tak na poboczu
Przydługim rękawem ocierając łzy.

Chciałem podejść, zagadać, pocałować,
Jakoś pocieszyć, przytulić, otrzeć łzę,
Jednak nie dane mi było spróbować.
Jakaś siła zatrzymała wtedy mnie.

Ja nie potrafiłem, choć bardzo chciałem,
ja nie wiedziałem, jak jej w oczy spojrzę.
Tak ogromną ochotę wtedy miałem
Powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze.

Ona marzła stojąc na nogach drżących;
Próbowałem me  myśli zebrać w kupę.
Miałem jej szepnąć kilka słów gorących,
Więc czemu głupi siedziałem na dupie?

Już miałem podejść, ruszyć się z przymusu.
Wygłosić wszystko, co sobie myślałem
Lecz zniknęła za drzwiami autobusu,
A ja tam ciągle jak dureń siedziałem.

12 sie 2013

Pretty things

You think it doesn't matter,
And it's never gonna be okey.
You think like don't deserve for better
And there's nothing you can say.

Your demons stuck in you
And they slowly cut your every wing.
And these voices are so untrue
But you can't believe in simplest pretty thing.

And you just wanna jump
From the brigde of your glory.
All this crowd is so numb,
Busy of their own story.
And they've forgotten you
Before they've noticed a piece of pain.
So what is left to do?
Just searching in you the blame.

But today you'll wear your prettiest thing,
The faith abandoned on the bottom of this heart.
And take out of your chest every sting.
Open eyes for new start.

And wherever life would takes you,
Never forget your pretty things.
Only this voice of your heart is true.
Allow to fly these folded wings.

8 sie 2013

Słowo

Może i nie jestem godna
Abyś przyszedł do mnie,
Ale wystarczy tylko słowo...
Powiedz tylko słowo,
A wstanę
I przyjdę do Ciebie.

Nie wiem gdzie

Biegnę, biegnę
Po złotej smudze na zielonej trawie.
Biegnę, biegnę
Oczami zwróconymi ku zachodzącemu słońcu,
Którego promienie oplatają moje jaskrawe ubrania.
Czuję na sobie jego oko,
Które otacza mnie opieką
Od słomkowego kapelusza
Po przemoczone trampki.
Więc biegnę, biegnę...
Nie wiem gdzie.
Byle by tam,
Gdzie nie dogoni mnie
Smród spalenizny waszych pieniędzy.

25 lip 2013

Długopis

Nie napisze już nic.
Nie.
No bo po co?
Nie... To nie dla mnie.
Nie chce?
Po co brudzić kartkę atramentem?
Najlepiej od razu się przyznać.
Nie umiem
Żyć na papierze.
Zbyt często kaleczę się jego bielą
Namalowaną promieniami słońca
Zanim wytryśnie strumień gorącej, ciekłej...
Weny
I kapnie na cienką powierzchnię
Nicości.

21 lip 2013

Upadek Elfiego Królestwa

W purpurowej szacie i złotej koronie,
Łzami zmywając resztki dumy z powiek,
Siedzi na swoim przeklętym tronie.
Ni to bóg, ni to człowiek.
Elfi król!
W powodzi łez tonie
I kwiatów rój
Więdnie przed nim w pokłonie.
Gnijąc w tej wilgoci
Wydają ostatni jęki konania.
Jeszcze tylko słońce pozłoci
Krople rosy rodzone z ich łkania.
A razem z nimi w agonii zdychają elfy
Obok powalonych gałęzi brzóz.
Mdleją pod wieżą zapłakane nimfy,
Kaleczone przez porozrzucany gruz.
I pleśnieją olchy i płaczą wierzby,

Tryskają ostatnie strumienie żywicy,
A nad nimi rozbrzmiewają lamenty dzierzby,
Bo nic już nie cofnie żniwa martwicy.
I obumiera każdy ostały krzew,
Teraz smród i zgnilizna sieją zniszczenie.
Próchnieją pnie najmłodszych drzew,
Wiotczeją ich mocne, życiodajne korzenie.
I walą się złote baszty
Splecione z kłosów zbóż,
A wraz z nimi legnie każdy,
Do końca wierny ich stróż.
Malowany pałac z kolorowych kamyków
Powoli popada w ruinę,
Parę wiosennych słońca promyków
Ogrzewa lepką padlinę.
Butwieją te liście, które szumiały na wietrze
I marnieje całe ostałe jestestwo.
Dusi ich własne, zatrute powietrze.
Umiera więc elfie królestwo
I tylko lekka mgiełka osiadła na murze
Kątem oka spogląda na przebieg widowiska.
Wtem błysk przepędza ja zwiastując burze,
Płacz nieba roztapia ruiny zamczyska.

15 lip 2013

Utracona

Gdzie jest Twoja Nadzieja,
Która przyświecała ciemne schody życia?
Ktoś zdmuchnął płomień...
Chcesz zapałki?

No czemu płaczesz?
Jak tak leżysz na łóżku
Wyglądasz jeszcze szarzej.
Kurczysz się...
Z nocy na noc.
Czekasz na...
Sen?

W myślach przywołujesz
Wyimaginowaną dłoń.
Nie złapiesz nawet prawdziwej.

Gdzie jest Twoja Nadzieja?
Ktoś Ci ją zdarł ze skóry,
Nieprawdaż?
To dlatego jesteś taka...
Podrapana.

Twoje nogi ciągle drżą...
Pomóc Ci wstać?

Już nie szukaj tego
Przeciwbólowego świństwa...
Przecież wiesz, że nie pomoże.

Spokojnie.
Proszę, uspokój się już.

Tutaj.
Widzisz te wyciągnięte ramiona?
Są dla Ciebie.

No wiem.
Jest do dupy.


Ale co jeśli...
Będzie lepiej?

Może warto się przekonać...

Nie znikaj!

28 cze 2013

O miłości

O mój miedziany książę,
O głosie tysiąca najpiękniejszych cymbałków,
Nie mów do mnie wszystkimi językami ludzi i aniołów...
Skoro nie znasz języka miłości.

A Ty, siłaczu wiary,
Nie przenoś dla mnie gór,
Skoro nie udźwigniesz mojego serca.

Po co mi Twoja wiedza,
Zapatrzony w gwiazdy uczony...
Nie wiesz przecież, czy dzięki mnie poznasz prawdziwą miłość.

Niepotrzebne mi Twoje wróżby,
Wielki proroku.
Nikt nie zna tajemnicy szczęścia.

A Ty? Powierzchownym dobrem zatykasz swoją dziurę w świecie.
Daremna ofiara nie ukaże miłości.
Marna jałmużna,

Marne przemianie.
Bez miłości.

Żyjmy miłością,
Z miłością,
Dla miłości.
A jej kwiat rozkwitnie
I nie pokaleczy cię kolcami.

Mówmy o miłości,
Z miłością,
Dla miłości.
A nasze serca wypełnią najpiękniejsze dźwięki świata.

Kochamy się wszyscy.
Szczerą miłością,
Pełną miłością,
Prawdziwą miłością.

22 cze 2013

Ukradnij mi kawałek nieba

Ukradnij mi kawałek nieba
Z rozświetlonymi słońcem chmurami,
Z miejsca, gdzie słowik o świcie śpiewa...
Nieba, każdej nocy przybranego gwiazdami.

Ukradnij mi kawałek nieba
Pod którym rozkwitają pachnące bzy
I Zeus rzadko się o coś gniewa,
A gdy trzeba roni życiodajne łzy.

Ukradnij mi kawałek nieba,
Niczym wody przejrzystego morza,
Z czasów spadającego na ziemię chleba,
Kiedy karmiła nas ręka boża.

Ukradnij mi kawałek nieba
Nad którym zagości słońce radosne,
Pod którym odżyje martwa gleba,
Rozkwitnie życie, zwiastując wiosnę.

Ukradnij mi kawałek nieba,
Pod którym znajdziemy miejsce : ja i Ty.
Tylko tego mi dzisiaj potrzeba.
Miejsca, które wciąż mi się śni.

16 cze 2013

Zakochani

Czy Pani była w nim zakochana?
Wtedy, na ulicy za rogiem, z rana...
Gdy zapach z piekarni unosił się nad miastem
I pachniało świeżo upieczonym ciastem.

A Pan? Czy był Pan w niej zakochany?
Wtedy, gdy o świcie, przeczesując włos potargany,
Zobaczył, jak przechodziła pod oknem z torebką na ramieniu.
To prawda, że zakochał się Pan w pierwszym jej spojrzeniu?

Czy Państwo byli w sobie zakochani?
Wtedy, na ławce w parku, zadumani...
Zatraceni w ptaków śpiewie,
Wypatrując baranków na niebie.

Czy Pani była w nim zakochana?
W kawiarni, przy winie, w małą czarną ubrana...
A on na sobie miał tamtą kamizelkę
I spragniony lekko ściskał Pani rękę.

Czy Pan był w niej zakochany?
Wtedy, gdy zbierał dla niej czerwone tulipany...
Złoty pierścionek na dłoń wkładając
I swą miłość przy tym długo wyznając.

Czy Państwo byli w sobie zakochani?
Z uśmiechem na twarzy, kwiatami przybrani
I gdy spotkali się na ślubnym kobiercu...
Czy mieli prawdziwą miłość w sercu?

7 cze 2013

Mogłam być nią

A mogłam być nią,
Pławiącą się w Twoim uśmiechu.
Mogłam być nią,
Osuszającą Twoje łzy.

Mogłam być tą,
Plątającą palce z Twoimi włosami.
Badać krawędzie Twoich ust
Moimi ustami.

Mogłam być nią...
Być tam, przy Tobie.
Mogłam być tą,
Przy której jesteś dziś

Mogłam?
Nie, nie mogłam.
To niesamowite,
Jak realistyczne złudzenia potrafi stworzyć spragnione miłości serce
I pozbawiony zrozumienia mózg.

25 maj 2013

Pozornie

Przetrwałam już wiele:
Sztorm, burze i grad,
A Ty wciąż myślisz, że nie dotknęła mnie nawet kropla deszczu.

Wylałam już wiele:
Łez, krwi i potu,
Ty wciąż nie wierzysz, bo widzisz uśmiech na twarzy.

Widziałam już wiele:
Krzywdy, cierpienia, rozpaczy.
Usłyszałam już wiele słów, co potrafią łamać.
Stanęłam z nimi twarzą w twarz
I mimo serca rozdartego na pół,
Pokazałam, że można się nie poddawać.

17 maj 2013

Krzyżyk na drogę

*wiersz napisany przy współpracy z Cezarym Jędryką

Stojąc przed lustrem zapinam klapy surduta,
Wkładam nogę lewą do lewego, prawą do prawego buta,
Zakładam mundur nowy i świeży niczym blady świt
Z myślą, iż nie zobaczymy się nie tylko dziś,
Ale przez najbliższe kilka lat żyć będziemy w rozłące:
Ty marzyć będziesz w domu i śnić, a ja na jeszcze zielonej łące
Z karabinem w dłoniach i z duszą na ramieniu będę spoczywał;
Oby Atena tym razem okazała się litościwa.
Lecz nie ona zostanie moją panią nocy i dnia,
Rytmem, który wyznacza mój życia takt,
Zegarmistrzem, który nieustannie nakręca zegar życia mój;
Kochana żono ma, ja pozostanę na wieki wieków amen Twój!
Pomódl się za mnie, kiedy turkot powozu usłyszysz,
Zamknij się w pokoju i pogrąż w melancholijnej ciszy,
Złóż razem dłonie, tak jak zwykłaś do pacierza,
A ja spokojnym się ostanę aż do ostatniego huku moździerza.
Teraz krzątasz się, pakujesz walizki w zamęcie,
Z kąta w kąt biegasz, powstrzymując łzy zawzięcie;
Podchodzę i Cię zatrzymuję, ocieram gorzką kroplę z Twej twarzy.
Dozgonna bliskość i wieczna Twoja miłość jedynie mi się marzy...


***

Za oknem znowu zachodzi krwawe słońce...
Patrzę na fotografie na ścianie wiszące:
Wycieczka w góry, pamiątka ze ślubu, nasz pierwszy taniec.
Ocierając z rzęsy łzę, wyciągam stary różaniec
I jeszcze raz błagam Boga miłosiernego,
Aby przywrócił mi Ciebie żywego.
Przygryzam spierzchnięte wargi. Zapomniały już smak Twoich ust.
W oddali nadal słyszę szumiący wodospad łez innych sióstr.
Klękam na zimnych deskach podłogi,
W rytm modlitwy drżą zmęczone nogi,
A gdy oczy zamykają się już do spania
Wspominam jeszcze dzień naszego pożegnania.
W czasie tak daleki lecz sercu wciąż bliski,
Gdy w rozpaczy milczenia pakowałam walizki.
Pod ubrania wcisnęłam nasze zdjęcie
I siadłam przy stoliku, łzy powstrzymując zawzięcie.
Na kartce papieru pachnącej moimi perfumami
Napisałam "Na zawsze Twoja, mój Ukochany",
Następnie podpisałam pocałunkiem szminki
I wetknęłam między pozostałe upominki,
A na koniec wręczając pakunki na drogę,
Całując w czoło, dałam ostatnią przestrogę.
I na piersi zawiesiłam Ci krzyżyk, który dostałam od mamy...
Powiedziałeś, że oddasz... Że jeszcze się spotkamy.
I szedłeś z uśmiechem na twarzy skazańca,
Zostawiłeś mi tylko parę paciorków różańca
I ciepły pocałunek na szyi słonej od łez.
Poszedłeś w świat, póki pachniał bez,
A gdy znikałeś za kotarą bramy
W uszach ciągle brzmiało "jeszcze się spotkamy".

***

Jadę powozem, wzrok wbijam w pustą przestrzeń,
Dłonie trzymam na kolanach splecione. Teraz, póki mogę jeszcze,
Wspominam dawne chwile spędzone z moją żoną ukochaną…
Nie, pośród mgieł wojny to już nie to samo…
Skończyły się czasy, kiedy leżeliśmy na polach beztrosko,
Śpiewaliśmy w duecie, a leśne echo te pieśni powtarzało i niosło…
Jednak dzisiaj będzie inaczej, będę leżał na łące
Brudnej i krwią płynącej, gdzie truchła śmierdzące
Swym gnijącym aromatem będą mi towarzyszyć…
Boże… Ile dałbym, aby znów poczuć woń Twych perfum w spokoju i w ciszy…
Wypychają z powozu - rozmyślań i wspomnień czas dobiegł końca;
Dają karabin i przeć każą w stronę piekącego słońca…
Zamiast błądzić z Tobą na szczęścia tropie,
Pada komenda: „Padnij!” i wszyscy zlegamy w okopie.
Symfonią jedyną są teraz kule,
Które niczym nosiciele śmierci nad głowami świszczą czule.
Nutami moimi ostały się wybuchy,
Którymi włada i od których ginie człek kruchy.
Rytmem stało się przeładowanie…
Czy kiedykolwiek wrócę? Jeśli tak, to w jakim stanie?
Lecz niestety nie czas na takie pytania,
Gdyż wtem Dyrygent wzywa do moździerza ładowania.
Wstaję z okopu i przez pole bitwy biegnę, prosto przed siebie zmierzam.
Kula utkwiona w sercu to nic, Brat Broni wnet ból uśmierza.
Całuję krzyżyk, który mam na zakrwawionych piersiach;
Rad byłbym spoczywać teraz w Twoich, a nie w medyka objęciach…
- W co wierzycie? Tylko szczerze!
- Wierzę ja w Boga i w Polskę wierzę!
- Bardzo Was boli serce przedziurawione?
- Nie gadaj, opatruj… Powiedz mojej żonie…
- Ejże, ejże! Hola żołnierzu, nie przyszliście tu umierać!
- Obiecałem rychły powrót… Czas już nastał… Trzeba się więc zbierać.
- Moment, zaraz! Moment, chwila! Nie przyszliście tutaj na wakacje!
- Macie rację… Ale proszę spojrzeć… Ot, Dyrygent zginął… Tylko czekać na dekapitację…
Czy nie przelewana jest już krew? Czyżby wojny nastał kres?
Przenieśmy się tam, gdzie szumi wodospad gorzkich łez.


***

Dziś jak co dzień, świat bez Ciebie szary i ponury,
Przykładam do twarzy stary mundur, by poczuć zapach Twojej skóry.
Zdaje się, że słyszę ten dźwięk, co grał w Twoim sercu
Wtedy, gdy mnie ujrzałeś na ślubnym kobiercu
I przyrzekałeś, że będziemy razem szczęśliwi, weseli
I nie sądziłeś, że kiedykolwiek coś nas rozdzieli.
Dziś mętlik pytań mam w głowie...
Pytań, na które nikt mi już nie odpowie.
Czy jeszcze kiedyś w Twych ramionach spocznę?
Boże, czemu rozdzieliłeś to, co miało pozostać nierozłączne?
A ja czekam dni, miesiące, lata...
Lecz w kalendarzu wciąż widnieje pożegnania data
I nadal na trawniku leży kosa, którą kosiłeś trawę,
A na parapecie kubek, w którym rano pijałeś kawę.
Dziś do niego zbieram moje łzy
I czekam aż wrócisz, gdy rozkwitną bzy.
Znów ściemnia się na dworze, niebo zwiastuje burze...
I oto widzę postać w zielonym mundurze.
Niespodziewanie się wyłania z podwórka bramy,
Po trawie wloką się obdarte glany
I na głowie taka sama czapka żołnierska,
A na niej błyszczy odznaka oficerska;
I już wybiegam z domu, omal nie wyłamując drzwi,
Rozumem wciąż myślę, że to mi się śni...
Granatowe sukno przykryło słońce na niebie
Lecz serce z piersi się wyrywa i pędzi w tą ulewę,
Więc bose stopy mkną w stronę bramy,
Bym mogła wreszcie Cię dotknąć, o mój Ukochany.
Chcę się rzucać na szyję i wtulić w Twe ramiona,
Usłyszeć, że wojna jest skończona;
I już coraz bliżej jestem, półprzytomna padam na kolana...
Lecz co widzę? To nie Ty... Twarz nie ta sama.
To tylko posłaniec wracający z pola bitwy...
Składam więc dłonie jak do modlitwy
I już potok słów ma wypłynąć przez me wargi:
Pytania, prośby, żale i skargi.
Krzyczę, błagam, płakać nie przestaję...
Lecz on odchodzi i do ręki tylko daje
Mały krzyżyk krwią zaplamiony, z Twej piersi zerwany
I ostatni list do mnie... Niewysłany.

10 maj 2013

Miałeś być

Oczu błysk, szklanka łez,
Duży chłyst, przewiędły bez.
To wszystko co zostało dziś,
Czemu więc mi się śnisz?

Nowy dzień, nowa łza.
Chowam się, to już nie ja.
To wszystko co zrobiłeś mi,
Co zabrało radość chwil.

Tak blisko lecz daleko.
Jesteś i nie ma Cię.
Choć miałeś być tu na zawsze...

Gdzie jest Twoja miłość,
Której szukam wciąż...
Nie ma lecz czy kiedykolwiek była?

5 maj 2013

Sukienka

Wisi w ciemnej, starej szafie
Co ma skrzypiące drzwi,
W zakurzonym kącie na drewnianym, spróchniałym wieszaku.
Zszarzała,
Bo nie ma już sił, by rozświetlać swym blaskiem ciemną przestrzeń.
I co się dziwisz? Wiesz jak długo nie zażyła blasku słońca?

Nie wyjmowała jej odkąd...
Odkąd lustro zaczęło wariować.
I płatać figle...wcale nie śmieszne żarty
I się nabijać...niemym głosem w jej głowie.
Więc odłożyła ją tam, gdzie zapomnienie w mgnieniu oka przeniknęło każdą nitkę.
A przecież była jej ulubioną sukienką!
Otarła tylko łzę z policzka
I stanowczym ruchem zamknęła drzwi szafy.

Więc lepiej, żeby wisiała na wystających obojczykach wieszaka...
Lepiej, żeby kwiatki na niej więdły,
A oplatające je łodygi gniły w ciasnych czeluściach otchłani szafy?
No dobrze, więc niech się zadusi oparami smętu,
Aż cała sczernieje.
W sam raz na pogrzeb uśmiechu tej, która kiedyś ją nosiła

26 kwi 2013

Sztuka

Nie widzę sensu pisania
Wierszy pozbawionych przesłania.
Gdybym tworzyła jedynie dla przyjemności,
Miałabym zbyt wiele możliwości.

W każdej drobinie kryje się coś głębokiego,
W każdym słowie, obrazie, dźwięku...
Czasem tajemniczego, czasem zwykłego, zawsze pięknego.
Nawet w pojedynczym, cichym jęku.

I nie mów, że to nie jest sztuką
Co tworzy każdy z nas.
Życie jest dla nas swoistą nauką,
A sztuka Ci pokaże, czego nauczy mnie czas.

17 kwi 2013

Czekolada

Tonę w Twoim spojrzeniu
Jakbym zanurzała palec w gęstej, rozpuszczonej...
Mlecznej słodyczy.

Szukam dna czarnej źrenicy
Okalanej przez rzekę
Ciepło brązowej rozkoszy po której pływa.

Niech zmiana kierunku rejsu już na zawsze pozostanie
Moim jedynym, życiowym strapieniem.

12 kwi 2013

Potwór

Ja mam cię kochać,
A ty...
Będziesz mną szarpał
Jak wiatr bezbronną, cienką foliówką
I kaleczył moją delikatną, bladą skórę
I obijał moje kruche, łamliwe ciało
I wyrywał długie, błyszczące włosy
I rozsadzał czaszkę
Stosując taktykę fal dźwiękowych.
A kiedy upadnę,
Będziesz dociskał do ziemi,
Przyglądając się z uśmiechem na twarzy.

Ale ja nie oczekuję, że nie pozwolisz mi upaść
I nie oczekuję, że mnie złapiesz.
Każdy uczy się na swoich błędach.
Tylko, że dziś nie chcę popełniać kolejnego,
Bo już wiem, jakie zakończenie mają takie książki.

6 kwi 2013

Lampa

*wiersz napisany przy współpracy z Adrianem Olejniczakiem
Każdego dnia rano,
Gdy słońce lekko rumieniło chmury,
Ostry dźwięk budzika zamykał bramę krainy snów.
Otwierała oczy tak, jak lękający się świata noworodek.
Budziła się,
Choć wiedziała, że nikt jej nie poda śniadania do łóżka,
Nie przywita ciepłym "dzień dobry".
Nawet grzejnik przy jednej z czterech ścian oszczędzał jej miłości.
A mimo to, wykrzywiała usta do uśmiechu,
Wyciągała chudą, zwiędłą ręke
I naciskała włącznik nocnej lampki,
By jak najlepiej przywitać nowy dzień...

I tak kolejny dzień minął.
Kolejne stracone nadzieje na lepsze.
Wraca znużony
By zastać pustkę, brak kogoś.
I nikt nie krzyknie radośnie „już jesteś!”
I tylko podgrzewany w mikrofalówce
Obiad mu towarzyszem
A w łóżku tylko cisza, marzenia
Pstryk, pstryk!
Ciemno, jasno
Pstryk!
Lampa gaśnie jak jego dusza…

18 mar 2013

Już Ci więcej nie zaśpiewam

Już Ci więcej nie zaśpiewam,
Nie usłyszysz z moich ust
Dźwięku wiosennego tchnienia,
Nasączonych miłością nut.

Już Ci więcej nic nie zagram,
Dziś ostatni to już raz
I choć smutek wciąż mną targa,
Tęsknotę rozmyje kiedyś czas.

Już Ci więcej nie zatańczę.
To ostatni nasz już walc.
I choć z myślami ciągle walczę...

Nie, już mnie więcej nie zobaczysz!
Może zostawię na pamiątkę kilka łez...
Nie, nie... Przecież to i tak nic nie znaczy.
Ani ja, ani moje łzy też.

14 mar 2013

Chwile

Był taki dzień, kiedy kochałam.
Niczym na skrzydłach naiwnie latałam.
Był taki dzień, kiedy nienawidziłam
Wtedy, kiedy krzywdziłam...
I były dni, kiedy śniłam
I chwile, kiedy marzyłam,
Sekundy, w których wierzyłam
Pomiędzy latami, w których zwątpiłam.
Zimowe, krótkie dni, kiedy się śmiałam
Między zimnymi, długimi nocami, którymi płakałam.
I choć tak bardzo odnaleźć szczęście chciałam,
Ledwo stojąc na nogach, chwiałam się, upadałam.

12 mar 2013

Na dobranoc

Zamiast powiedzieć "Kocham Cię",
Mówię tylko "Do widzenia"
I choć imię Twoje wołać chcę,
Nie mam nic do powiedzenia.

To taki irytujący paradoks,
Gdy serce i rozum ścigają się.
I gdzie podziewa się ta radość,
Która snem witała mnie?

Na dobranoc, dziś "Dzień dobry".
Moja poduszka ma zapach łez
I policzek wciąż wilgotny...
Tylko gdzieś w pościeli wyrasta bez.

I tak siedzę po ciemku. Sama.
Wypatruję gwiazd na niebie.
I tak czekam aż do rana...
Na co? Nie wiem. Umarła już nadzieja, że spotkam Ciebie.

4 mar 2013

Błogosław swoje słodkie błędy

*wiersz z dedykacją dla @mysobersoul

Życie nauczyło ją, by się nie poddawać,
choć wiatr tak często sypał piaskiem w oczy.
Życie nauczyło , by spełniac marzenia.
Wiedziała, że jest zbyt krótkie by stać w miejscu.
Życie targało nią na wszystkie strony świata.
A ona chciała po prostu odnaleźć sie w tym wielkim świecie.
Próbowała uwierzyć...
Życie bywało jej przekleństwem, jej koszmarem i udręką,
mimo wszystko, walczyła o szczeście...
Aby stało się świętością, jej nadzieją i wygraną.
Choć czasem brakowało sił.
Ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Czas goi rany lecz pozostawia blizny
aby przypominały nam nasze słabości i pomyłki.
Lecz dziś już wie, że nic nie trwa wiecznie,
nikt nie jest ideałem, a życie to nie bajka.
Jednak jest w nim cos lepszego.

I dziś już wie...
W życiu trzeba cieszyć się z drobiazgów, małych rzeczy,
wszystkich tych chwil, które choć tak ulotne i krótkie
daja nam radość z naszych błogosławionych słodkich błędów.

20 lut 2013

Thank You

Thank You for let me be myself,
Thank You for let me try.
For saving me from falling again,
For making my wings fly.
Thank You for every word you said,
Which helped me in gettin' by.
For everything You've ever made
For me to touch the sky.
Thank You for being with me everyday.
For forgivin' all what was bad.
You were only reason for me to stay,
You made me smile if I was sad.
Thank You for catching when I was falling.
For making me laught, for making me smile.
For rescuing when I started drowning.
For noticing every hidden lie.

You tried to fix me from my fears
Like a bandage on my wounds.
You erased my despaired tears.
Taught, I'm the only one, who draws the bounds.
Like a hopeful light in the darkest darkness
You shined in this night, called life.
You were unbroken shield on my chest
Protectin' me from hurting knife.

You were supposed to be my angel,
I was supposed to be your baby...
But now I feel like a stranger.
Will You miss me someday, maybe?

31 sty 2013

Zakurzone

Śnieg pada jak co roku
Znów roztapia się na mojej skórze
I płynie strumieniami po policzkach.

Nie, to nie tak.
To nie są moje łzy.
To niebo płacze ze mną,
Bo moje zamarznięte serce nie potrafi samo się roztopić.
Zapomniane, zakopane.
Przywalone lawiną wyrzutów i oskarżeń.
Tkwi gdzieś tam we mnie.
Niewidzialne, niedostrzegalne.
Bije w takt łkania i szlochu.
Pozostawione samemu sobie.
Zakurzone, spowite pajęczynami.
I już nawet właścicielka chce o nim zapomnieć.

15 sty 2013

Lalka ze szkła

Jestem krucha
Jak lalka ze szkła.
Tańcząca beztrosko na parkiecie pozytywki.
Oddychająca muzyką spod podłogi.

Spódniczka z różowego tiulu.
Filigranowa sylwetka.
Malinowe usta.
Starannie upięty kok
Z diamencikiem błyszczącym wśród pukli włosów.

Robię kolejny piruet
Wiedziona magnesem
Przyczepionym do bladych stóp.

Mam zamknięte oczy.
Bo gdy świat się tak kręci w kółko...
Kiedy ja się tak kręcę w kółko...
Ciężko utrzymać równowagę.
jeszcze bym upadła
I, nie daj Boże, się stłukła!
A przecież nie mogę...
Nie mogę, nie mogę!
Nie mogę zawieść.
Muszę tańczyć.

13 sty 2013

Pokonam siebie

Mówcie, że nie dam rady.
A ja robiąc na złość pokonam siebie.
Mówcie, że człowiek, jak ja jest zbyt słaby -
Którejś nocy zabłysnę, jak te gwiazdy na niebie.

Wiem, że takich jak ja jest wielu.
Wiem, że może swój pogląd na świat jeszcze tysiąc razy zmienię.
Chodź, zatoruj mi drogę i odepchnij od celu.
Pobiegnę pod prąd goniąc marzenie.

8 sty 2013

Toksyczna

Zagłuszając smutek heavy metalem,
Popijając wódką łzy,
Szukam Ciebie gdzieś w oddali,
Lecz ostatnią osobą, którą chcę ujrzeć jesteś Ty.

Kręcę się w dziurawym fotelu,
Pragnąć w świecie zaklepać wygodne miejsce.
Znowu coś odciąga mnie od celu
I nieosiągalne zdaje się być to szczęście.

Wydycham ostatnie wspomnienia.
Wraz z dymem papierosowym unoszą się w górę.
Lecz nie mam już nic do powiedzenia,
Bo wracają i pokrywają moją skórę.

Pozostawiona tutaj sama.
Gdzieś, gdzie Twój zapach się skrył.
Za mną podrapana ściana.
Przede mną przestrzeń zaledwie kilku chwil.

5 sty 2013

A gdy zniknę...

Co zrobisz, gdy zabraknie mnie?
Czy zatrzymasz się,
Zamilkniesz choć na chwilę?
Czy zauważysz, że poddałam się?
Zwrócisz głowę w kierunku,
W którym porwał mnie wiatr?

A gdy zniknę...
Przejmiesz się tym?
Przecież codziennie ginie tak wiele ludzi.
Jak obłoki rozpływają się na niebie.
Czasem tylko pozostawiają po sobie deszcz łez.

Co się zmieni, gdy odejdę?
Wyparuję z tego świata?
I znowu przejdziesz obojętnie
Obok okna
W którym para oczu tak długo czekała
Na spotkanie z drugą parą?

Czy pomyślisz o mnie kiedyś?
Potrącając noga kapsel,
Albo kiedy swiatła zgasną,
Leżąc w łóżku zanim zaśniesz?

Chcę, byś wtedy choć przez chwilę,
Wspominając tamte czasy
Choć na chwilę pożałował,
Że nie jestem blisko ciebie.

23 gru 2012

Puste miejsce

Przyszedłeś w tą noc.
Ciemną i zimną,
Gdy tylko miłość jest w stanie uratować przed zamarznięciem,
A zrozumienie jest tak bardzo potrzebne.
Za tony nadziei
Chciałeś tylko kawałek,
Okruch, ziarno.
Chciałeś tylko trochę wiary.


Ile jeszcze przemierzysz mil?
Ile jeszcze wylejesz łez,
Zanim znajdziesz to, czego szukasz?
Ile jeszcze minie lat,
Zanim lepszy stanie się świat,
Zanim ludzie przygarną Cię w Twoim własnym domu?

Wędrowco między światami!
Zesłany zbawicielu!
Człowieku!
Przytul jeszcze raz!
Bo wyjątkowo zimno dziś na Ziemi.


Dziś, choć już domu nie potrzebujesz;
Choć już w stajence nie płaczesz;
Jesteś w nas.
W tych, którym samotność zagląda do oczu
I przepełniając po brzegi zmęczona duszę.
Spływa po policzkach.
W tych, którzy wędrują w ciemności.
Pukają do okiennic domów rozświetlających noc.
Odchodzą, zostawiając po sobie kilka zamarzniętych łez.
Znikają.



A my czekamy na Ciebie...
Więc po co te kłódki na drzwiach?
Tyle pustych miejsc jest przy stołach
Lecz nie ma ich w naszych sercach.
Nie ma ich w nas.
Oślepieni blaskiem śmiertelnych świateł,
Nie dostrzegamy drogi, którą nam wskazałeś.
Zapominamy o gwieździe, która nigdy nie zgaśnie,
O miłości, która nam dałeś.

Magia świąt

Puk, puk, puk. Puk, puk, puk. To ktoś,
Przedarłszy się przez zimowe zaspy do drzwi twoich puka.
Jakiś nieznajomy gość.
Odrobiny ciepła rodzinnego szuka.

Bo przecież dziś każdy
Jak siostra i brat.
Tak samo równy, tak samo ważny
W dzień, gdy jednoczy się cały świat.

Śnieg nieznośnie na ziemie pruszy,
Obsypuje płatkami wszystko, co napotka.
Mróz na przywitanie ściska za uszy,
Każdego, kogo spotka.

Bo to jest ta chwila,
Gdy wszyscy dziećmi są.
Chociaż szybko mija,
To wielka jest magia świąt.

20 gru 2012

Prawdziwa miłość się nie kończy

Ona tańczyła wśród kropel rosy.
W szalu z tęczy w sukience z mgły.
On chodził ciągle po łące bosy,
Ocierając kwiatom kryształowe łzy.

Ona pragnęła ścigać się z wiatrem.
Łapała palcami puszyste dmuchawce.
On unosząc głowę oddychał światłem.
Puszczał do słońca prymitywne latawce.

Ona beztroska jak podmuch wiosny.
On wciąż w zadumie jak zachód lata.
Każdy dzień był wieczny, radosny.
Żadne nie wychodziło ze swojego świata.

I każde w swoich błądziło snach.
Na skraju świadomości zmysłów.
Zatraceni w swoich urojeniach, swoich grach.
Nie używali słów do pisania listów.

Aż tu nagle razu pewnego
Słońce w środku dnia zaszło.
Zgubiło światło promienia ognistego.
Zastygając, zamarzając powoli zgasło.

Niebo spowite granatowymi chmurami
Strzelało gęsto ostrzem błyskawicy.
Ziemia pękła pod Jej stopami.
Zawisła na raju i piekła granicy.

On ponad te chmury
Chciał wzlecieć jak ptak.
Wysoko do góry.
Odnaleźć dawny świat.

I odnalazł Ją gdy nie miała już sił.
Wiedział, że jeszcze żyła.
Dzwon życia wciąż w sercu jej bił.
Wyciągnął rękę zanim w otchłań się stoczyła.

I stanęli obok siebie,
Spojrzeli sobie w oczy.
Jak dwie gwiazdy na pustym niebie.
Dwa serca, których nic nie rozłączy.

On na skrzydłach wolności,
Ona przy nim jak cień.
Złączeni pocałunkiem miłości
W ostatni życia dzień.

Nagle, tuż nad nimi
Niebo zesłało błyskawicę
By zmazała ostatnią radość chwili.
Pogrzebała ocalone życie.

Więc umierali, otuleni ostatnim oddechem.
Wiedzieli, że śmierć ich nie rozłączy.
Przywitali ją z uśmiechem.
Bo prawdziwa miłość się nie kończy.