Chodź!
Przebij wreszcie ten przezroczysty mur dzielący nas
O który codziennie obijam się.
Chodź!
Nie proś o słowa.
Te uciekają gdzies niedosięgalne.
I choć gonię je,
Próbuję uchwycic chociarz jedno
Chwytam łapczywie powietrze
Krztusząc się nim i powoli gubiąc we własnych myślach.
Kręcę się w miejscu
Zamieniając w chaos wszystko dookoła.
Bo jesteś tu.
Z każdym Twoim krokiem trace kontrolę
I tylko resztkami rozumu zdaję sobie sprawę,
Że znów się nie udało.
Lecz zostań!
Spróbuj sam zgadnąć i uchwycic to uczucie.
Za mało dojrzałe,
By nazwac je zakochaniem.
Chodź!
Może warto je nauczyć mówić "kocham",
by później nazwac je miłością.
9 gru 2012
5 gru 2012
Gdzieś tam
Wiem, że jesteś gdzieś tam.
Gdzie dzika róża kwitnie przez cały rok.
Gdzie mewy śpiewają o poranku,
Tłukąc się nad taflą wody.
Gdzie malachitowe fale morza rozbijają sie o brzeg,
Delikatnie liżąc stopy plaży,
Przynosząc wspomnienia
Jak miliardy muszelek,
Kamieni porozrzucanych gdzieś niedbale,
Bezwładnie wyrzuconych na piasek.
I zabiera je
Egoistycznym muśnięciem odpływu.
A ja jestem tu.
Czasami odbijając głuche echo,
Czasami ocierając sie o szorstki klif.
Sama.
Wędruję bezkresnym rajem tej ziemi.
Tu,
Gdzie czas płynie,
Gdzie znalazłam wszystko.
Oprócz Ciebie.
Gdzie dzika róża kwitnie przez cały rok.
Gdzie mewy śpiewają o poranku,
Tłukąc się nad taflą wody.
Gdzie malachitowe fale morza rozbijają sie o brzeg,
Delikatnie liżąc stopy plaży,
Przynosząc wspomnienia
Jak miliardy muszelek,
Kamieni porozrzucanych gdzieś niedbale,
Bezwładnie wyrzuconych na piasek.
I zabiera je
Egoistycznym muśnięciem odpływu.
A ja jestem tu.
Czasami odbijając głuche echo,
Czasami ocierając sie o szorstki klif.
Sama.
Wędruję bezkresnym rajem tej ziemi.
Tu,
Gdzie czas płynie,
Gdzie znalazłam wszystko.
Oprócz Ciebie.
1 gru 2012
Together
Stay.
What do you see?
Who do you want to be?
God gave me light.
I tried to make my eyes to open
And keep away from fight.
Getting by was too easy to do.
I needed something else.
I don't know what I did wrong.
Why stormy clouds destroy my heaven?
I try to stay strong
And be myself everyday.
If only I could overcome the dark in your heart
I would show you how to smile.
Light would reach every part
If you just opened your mind.
So take my hand
And go straight this way
Toward to sunrise.
There's nothing to pretend.
Together we can make this world better a bit.
What do you see?
Who do you want to be?
God gave me light.
I tried to make my eyes to open
And keep away from fight.
Getting by was too easy to do.
I needed something else.
I don't know what I did wrong.
Why stormy clouds destroy my heaven?
I try to stay strong
And be myself everyday.
If only I could overcome the dark in your heart
I would show you how to smile.
Light would reach every part
If you just opened your mind.
So take my hand
And go straight this way
Toward to sunrise.
There's nothing to pretend.
Together we can make this world better a bit.
28 lis 2012
Ikar
Zdawało mi się, że widziałam anioła
Tańczącego gdzieś na środku morza.
Porozrzucał śnieżnobiałe piórka dookoła.
Zniknął gdzieś w przestworzach.
A może to był duch Ikara ze skrzydłami?
Spadł z nieba i teraz wędruje między światami.
I nic już mu nie potrzeba.
A może po prostu mi się zdawało?
Może to tylko kolejna ludokształtna chmura.
Dziwadło przyszło, zasłoniło słońce, poszło.
Ale skąd się wzięły te białe pióra?
Tańczącego gdzieś na środku morza.
Porozrzucał śnieżnobiałe piórka dookoła.
Zniknął gdzieś w przestworzach.
A może to był duch Ikara ze skrzydłami?
Spadł z nieba i teraz wędruje między światami.
I nic już mu nie potrzeba.
A może po prostu mi się zdawało?
Może to tylko kolejna ludokształtna chmura.
Dziwadło przyszło, zasłoniło słońce, poszło.
Ale skąd się wzięły te białe pióra?
26 lis 2012
Maska
W ciemnej źrenicy kryje się
Ta łza, co chciałaby być kroplą deszczu.
Przejżysta, niewinna, błyszcząca.
Zrodzona przez smutek,
Trzymana w niewoli pod powieką.
Chce zachłysnąć się mroźnym powietrzem.
Uwolnić prawdę więzioną tak długo.
W nieposłusznym gardle zagubił się
Ten krzyk, co miał przerwać głuchą ciszę.
Niepewny, ale srogi.
Słaby, ale przenikliwy.
Chciał rozerwać tą mgłę między nami,
Zwrócić Twoją uwagę.
Ale został stłumiony w środku swojej walki.
Potykam się, błądzę w labiryncie swoich uczuć.
Mylę scenariusz roli w której mam grać.
Tak ciężko być sobą.
Łatwiej po prostu zakładać gipsową maskę
Bez zmaterializowanych uczuć, ale codziennie inną.
I dumnie się w niej prezentować, jako najpiękniejsze stworzenie.
Podczas gdy nikt nie wie,
Co tak naprawdę dzieje się za welonem z kłamstw.
Ta łza, co chciałaby być kroplą deszczu.
Przejżysta, niewinna, błyszcząca.
Zrodzona przez smutek,
Trzymana w niewoli pod powieką.
Chce zachłysnąć się mroźnym powietrzem.
Uwolnić prawdę więzioną tak długo.
W nieposłusznym gardle zagubił się
Ten krzyk, co miał przerwać głuchą ciszę.
Niepewny, ale srogi.
Słaby, ale przenikliwy.
Chciał rozerwać tą mgłę między nami,
Zwrócić Twoją uwagę.
Ale został stłumiony w środku swojej walki.
Potykam się, błądzę w labiryncie swoich uczuć.
Mylę scenariusz roli w której mam grać.
Tak ciężko być sobą.
Łatwiej po prostu zakładać gipsową maskę
Bez zmaterializowanych uczuć, ale codziennie inną.
I dumnie się w niej prezentować, jako najpiękniejsze stworzenie.
Podczas gdy nikt nie wie,
Co tak naprawdę dzieje się za welonem z kłamstw.
11 lis 2012
O wolność
A gdy wystrzeliły armaty,
Oni ruszyli przed siebie.
I błyszczały im bagnety.
I świeciły bomby jak gwiazdy na niebie.
Ruszyli na wroga,
Na jego ostrza, na jego kolce.
Poddani woli Boga,
By oddać swoje życie Polsce.
Wśród kurzu i pyłów,
Pocisków i grzmotów
I ognia karabinów
Każdy zginąć był gotów.
Ruszyli do bitwy,
Bo taka rola Polaków.
Zginąć pod ostrzem brzytwy.
Zasiać pole czerwonych maków.
Przyprószyć prochem, podlać krwią
I bronić do ostatka sił.
A potem pokropić patrioty łzą
Tą ziemię, o którą Polak się bił.
Dziś flaga jako symbol wywalczonej wolności
Powiewa przy ich grobie biało - czerwona.
Biel ich ofiary i niewinności
Poległych za ojczyznę krwią poplamiona.
Oni ruszyli przed siebie.
I błyszczały im bagnety.
I świeciły bomby jak gwiazdy na niebie.
Ruszyli na wroga,
Na jego ostrza, na jego kolce.
Poddani woli Boga,
By oddać swoje życie Polsce.
Wśród kurzu i pyłów,
Pocisków i grzmotów
I ognia karabinów
Każdy zginąć był gotów.
Ruszyli do bitwy,
Bo taka rola Polaków.
Zginąć pod ostrzem brzytwy.
Zasiać pole czerwonych maków.
Przyprószyć prochem, podlać krwią
I bronić do ostatka sił.
A potem pokropić patrioty łzą
Tą ziemię, o którą Polak się bił.
Dziś flaga jako symbol wywalczonej wolności
Powiewa przy ich grobie biało - czerwona.
Biel ich ofiary i niewinności
Poległych za ojczyznę krwią poplamiona.
27 paź 2012
Lista życzeń
Świeć dla mnie.
Jak księżyc w noc bez gwiazd.
Chodź dla mnie
Jak zegarek spowalniający czas.
Graj dla mnie
Jak pianino, gitara, cała orkiestra.
Pisz dla mnie
Jak Mickiewicz, Kochanowski i reszta.
Bądź przy mnie
Gdy otwieram oczy.
Pilnuj mnie.
Każdego dnia, każdej nocy.
Rozśmieszaj mnie
Gdy przypomną się gorsze dni.
Przytulaj mnie,
Nucąc stare kołysanki.
Kochaj mnie.
O to właśnie proszę.
Kochaj mnie,
A wszystko inne zniosę.
Jak księżyc w noc bez gwiazd.
Chodź dla mnie
Jak zegarek spowalniający czas.
Graj dla mnie
Jak pianino, gitara, cała orkiestra.
Pisz dla mnie
Jak Mickiewicz, Kochanowski i reszta.
Bądź przy mnie
Gdy otwieram oczy.
Pilnuj mnie.
Każdego dnia, każdej nocy.
Rozśmieszaj mnie
Gdy przypomną się gorsze dni.
Przytulaj mnie,
Nucąc stare kołysanki.
Kochaj mnie.
O to właśnie proszę.
Kochaj mnie,
A wszystko inne zniosę.
17 paź 2012
Dziewczyna z porcelany
- Czy ty go kochasz?
Tak, to było pytanie.
Przecież widzę, jak często szlochasz!
Nie odpowiesz mi na nie?
- Tak, kocham. I dlatego płaczę.
Tak, kocham. I co mam z tego?
Ja dla niego nic nie znaczę,
Nie roztopię serca jego.
- Skoro serce ma jak z lodu,
Duszę kutą ma w kamieniu,
Czemu lgniesz do jego chłodu,
By poddawać się cierpieniu?
Czemu chowasz się przed światem
Za woalem swoich włosów?
Żal i smutek twoim bratem
Nie zatępi ostrza ciosów.
Czemu w środku każdej nocy,
Budzisz się ze snu wyrwana,
Łzami topiąc srebrne oczy
Patrzysz w księżyc aż do rana?
Powiedz, czemu wciąż uciekasz
Przed spojrzeniami innych serc?
Czemu wciąż na niego czekasz,
W miejscu zatrzymując się?
- Kiedyś innym był człowiekiem.
Widzę dni te jak przez mgłę.
Każdy dzień był dla mnie wiekiem
Odkąd on opuścił mnie.
Kiedyś byliśmy nierozłączni,
Od dzieciństwa po ten dzień,
Który tamto życie skończył.
Czy to może tylko sen?
***
Przyjaźń wielki losu dar,
Taki co wypełnia serce.
Z czasem jednak taki żar
Może zrodzić i coś więcej.
***
- Ja kochałam go nad życie,
ukrywając na dnie serca.
Dzisiaj już nie umiem kryć się,
Wciąż szukając swego miejsca.
Ciągle pamiętam me wyznanie,
Wśród mgły niedzielnego ranka.
Nie sądziłam, że tak się stanie.
Czar prysł jak mydlana bańka.
On odszedł gdzieś daleko.
Uciekł. Nic nie odpowiedział.
Słoną łzę pod powieką
Zdusiłam. Nikt o niej nie wiedział.
Nie miałam nic na swą obronę.
Założyłam maskę jak z kamienia.
Każdy poszedł w swoją stronę,
Bo czas kierunki życia zmienia.
Dziś tłumione wtedy krople
Wypływają jak strumienie.
Włosy tęsknotą przemokłe
Chronią mnie przed jego spojrzeniem.
Mówią ludzie "Dosyć tego!
Przestań oczy wypłakiwać.
Tyś ofiarą serca twego.
Jemu trzeba się sprzeciwiać.
Przeszłość zostaw hen daleko.
Po co rany rozdrapywać?
Życie jest płynącą rzeką,
Nie wolno się zatrzymywać.
To co było już nie wróci.
Jego zdania też nie zmienisz.
Pozwól chociaż swojej duszy
W końcu wyjść ze świata cieni".
Memu losu i mej doli
Nic już dzisiaj nie pomoże.
Ja go kocham mimo woli.
Zakochałam się w potworze.
***
- Wstań dziewczyno z porcelany!
Ból i rozpacz nic nie zmienia.
Jeśli chcesz wygoić rany,
Zakop w ziemi swe wspomnienia.
Uśmiechając się do ludzi,
Otwórz dzisiaj się na świat.
Niech nadzieja się obudzi,
Każdy człowiek jest jej wart.
Tak, to było pytanie.
Przecież widzę, jak często szlochasz!
Nie odpowiesz mi na nie?
- Tak, kocham. I dlatego płaczę.
Tak, kocham. I co mam z tego?
Ja dla niego nic nie znaczę,
Nie roztopię serca jego.
- Skoro serce ma jak z lodu,
Duszę kutą ma w kamieniu,
Czemu lgniesz do jego chłodu,
By poddawać się cierpieniu?
Czemu chowasz się przed światem
Za woalem swoich włosów?
Żal i smutek twoim bratem
Nie zatępi ostrza ciosów.
Czemu w środku każdej nocy,
Budzisz się ze snu wyrwana,
Łzami topiąc srebrne oczy
Patrzysz w księżyc aż do rana?
Powiedz, czemu wciąż uciekasz
Przed spojrzeniami innych serc?
Czemu wciąż na niego czekasz,
W miejscu zatrzymując się?
- Kiedyś innym był człowiekiem.
Widzę dni te jak przez mgłę.
Każdy dzień był dla mnie wiekiem
Odkąd on opuścił mnie.
Kiedyś byliśmy nierozłączni,
Od dzieciństwa po ten dzień,
Który tamto życie skończył.
Czy to może tylko sen?
***
Przyjaźń wielki losu dar,
Taki co wypełnia serce.
Z czasem jednak taki żar
Może zrodzić i coś więcej.
***
- Ja kochałam go nad życie,
ukrywając na dnie serca.
Dzisiaj już nie umiem kryć się,
Wciąż szukając swego miejsca.
Ciągle pamiętam me wyznanie,
Wśród mgły niedzielnego ranka.
Nie sądziłam, że tak się stanie.
Czar prysł jak mydlana bańka.
On odszedł gdzieś daleko.
Uciekł. Nic nie odpowiedział.
Słoną łzę pod powieką
Zdusiłam. Nikt o niej nie wiedział.
Nie miałam nic na swą obronę.
Założyłam maskę jak z kamienia.
Każdy poszedł w swoją stronę,
Bo czas kierunki życia zmienia.
Dziś tłumione wtedy krople
Wypływają jak strumienie.
Włosy tęsknotą przemokłe
Chronią mnie przed jego spojrzeniem.
Mówią ludzie "Dosyć tego!
Przestań oczy wypłakiwać.
Tyś ofiarą serca twego.
Jemu trzeba się sprzeciwiać.
Przeszłość zostaw hen daleko.
Po co rany rozdrapywać?
Życie jest płynącą rzeką,
Nie wolno się zatrzymywać.
To co było już nie wróci.
Jego zdania też nie zmienisz.
Pozwól chociaż swojej duszy
W końcu wyjść ze świata cieni".
Memu losu i mej doli
Nic już dzisiaj nie pomoże.
Ja go kocham mimo woli.
Zakochałam się w potworze.
***
- Wstań dziewczyno z porcelany!
Ból i rozpacz nic nie zmienia.
Jeśli chcesz wygoić rany,
Zakop w ziemi swe wspomnienia.
Uśmiechając się do ludzi,
Otwórz dzisiaj się na świat.
Niech nadzieja się obudzi,
Każdy człowiek jest jej wart.
11 paź 2012
Porządek świata
Spośród czarnych chmur wypatrujesz tęczy.
Toniesz w wypływających z ust innych stekach bzdur.
Zaprzeczasz sam sobie, że to cię nie męczy.
Układasz w głowie idealnego świata twór.
Ile żyć,
Tyle sposobów na życie, a nawet i więcej.
I co tu kryć,
Często złe drogi wybieramy, a każdy kolejny krok podjąc coraz ciężej.
Ile perspektyw patrzenia,
Tyle punktów widzenia.
I choć mamy marzenia,
Zapominamy sens ich spełnienia.
Mylimy się, błądzimy, cofamy
W pragnieniu szczęścia zbyt uporczliwi.
Często przy tym bezsilnie upadamy.
A przecież chcemy tylko być szczęśliwi.
I tak już uporządkowany jest ten świat.
Według dziwnych, ludzkich zasad.
Więcej mitów jest niż prawd
W naszych chorych, sztucznych czasach.
Zostało tylko proste serce
Zagłuszenie warkotem silników.
Chce aby w życiu nie potrzeba było więcej.
Abyśmy zdjęli miano niewolników.
Toniesz w wypływających z ust innych stekach bzdur.
Zaprzeczasz sam sobie, że to cię nie męczy.
Układasz w głowie idealnego świata twór.
Ile żyć,
Tyle sposobów na życie, a nawet i więcej.
I co tu kryć,
Często złe drogi wybieramy, a każdy kolejny krok podjąc coraz ciężej.
Ile perspektyw patrzenia,
Tyle punktów widzenia.
I choć mamy marzenia,
Zapominamy sens ich spełnienia.
Mylimy się, błądzimy, cofamy
W pragnieniu szczęścia zbyt uporczliwi.
Często przy tym bezsilnie upadamy.
A przecież chcemy tylko być szczęśliwi.
I tak już uporządkowany jest ten świat.
Według dziwnych, ludzkich zasad.
Więcej mitów jest niż prawd
W naszych chorych, sztucznych czasach.
Zostało tylko proste serce
Zagłuszenie warkotem silników.
Chce aby w życiu nie potrzeba było więcej.
Abyśmy zdjęli miano niewolników.
30 wrz 2012
Głos serca
Nie potrzebuję nikogo,
By mówił, co mam robić.
Nie jestem marionetką,
Żebyś mną sterował.
Zerwę nawet najgrubsze sznury,
Gdy tylko błysną reflektory sceny.
Nie potrzebuję nikogo,
By dyktował, co mam pisać.
Mam białą kartkę i pióro.
Mam oczy szeroko otwarte.
Prędzej zabraknie mi tuszu,
Niż pomysłu na wiersze.
Nie potrzebuję nikogo,
By wiedzieć, co mam mówić.
Pewnego dnia wyjdę na ulice
I wykrzyczę na głos
Wszystko, co na dnie serca tkwi.
Zatopione przez czas.
Mieszające sie z krwią.
Nie potrzebuję nikogo,
By mówił, w którą strone spoglądać mam.
Patrzę na świat przez swój obiektyw,
Chwytając najpiękniejsze chwile.
I różowe, przeciwsłoneczne okulary
Pesymistycznej optymistki.
Nie potrzebuję nikogo,
By wskazywał mi w którą stronę mam iść.
Pobiegnę autostradą marzeń.
Nie potrzebuję nikogo,
Jako głosu w mojej głowie.
Zrobię tak, jak serce każe.
By mówił, co mam robić.
Nie jestem marionetką,
Żebyś mną sterował.
Zerwę nawet najgrubsze sznury,
Gdy tylko błysną reflektory sceny.
Nie potrzebuję nikogo,
By dyktował, co mam pisać.
Mam białą kartkę i pióro.
Mam oczy szeroko otwarte.
Prędzej zabraknie mi tuszu,
Niż pomysłu na wiersze.
Nie potrzebuję nikogo,
By wiedzieć, co mam mówić.
Pewnego dnia wyjdę na ulice
I wykrzyczę na głos
Wszystko, co na dnie serca tkwi.
Zatopione przez czas.
Mieszające sie z krwią.
Nie potrzebuję nikogo,
By mówił, w którą strone spoglądać mam.
Patrzę na świat przez swój obiektyw,
Chwytając najpiękniejsze chwile.
I różowe, przeciwsłoneczne okulary
Pesymistycznej optymistki.
Nie potrzebuję nikogo,
By wskazywał mi w którą stronę mam iść.
Pobiegnę autostradą marzeń.
Nie potrzebuję nikogo,
Jako głosu w mojej głowie.
Zrobię tak, jak serce każe.
19 wrz 2012
Pod pociąg
Wszystko obce.
I ten wiatr,
Pod którym uginaja się liście płaczącej wierzby.
Wszystko okrutne.
I ta rzeka,
Porywająca szczątki radości.
Wszystko smutne.
I ten płomień,
Którego już nie czuć, nie widać.
Wszystko zimne.
I ta ziemia,
Na której już nic nie ma swojego miejsca.
Byłaś tam,
I widziałąś jak cierpi.
Zastygła w miejscu schowałaś twarz w dłoniach.
A jednak nadal widziałaś go
Oczami serca i duszy.
Byłaś tam
I patrzyłaś jak leży sam na trawie.
Bez sił,
Z każdą sekundą opuszczała go nadzieja.
Wyparowywało życie,
Serce topiło się we łzach.
Byłaś tam,
Czułaś jak chce się uwolnic.
Nie wiedział dokąd pójść.
Nic nie zrobiłaś.
Dziś pod pociąg rzucił
Wszystkie łańcuchy trzymające go tu.
I udał się w ostatnią, najkrótszą podróż.
By obejżeć niebo z innej perspektywy.
A ty?
Spóźniona na pożegnanie
Przybiegłaś zdyszana chwile
Za późno,
Po czasie.
Na do widzenia dostałaś tylko ucisk zimnej, wiotkiej dłoni.
Blady uśmiech zdrętwiałych warg.
Martwe spojrzenie oczu, co nigdy nie zgasna
Wpatrzone w niebo
W poszukiwaniu miłości.
I ten wiatr,
Pod którym uginaja się liście płaczącej wierzby.
Wszystko okrutne.
I ta rzeka,
Porywająca szczątki radości.
Wszystko smutne.
I ten płomień,
Którego już nie czuć, nie widać.
Wszystko zimne.
I ta ziemia,
Na której już nic nie ma swojego miejsca.
Byłaś tam,
I widziałąś jak cierpi.
Zastygła w miejscu schowałaś twarz w dłoniach.
A jednak nadal widziałaś go
Oczami serca i duszy.
Byłaś tam
I patrzyłaś jak leży sam na trawie.
Bez sił,
Z każdą sekundą opuszczała go nadzieja.
Wyparowywało życie,
Serce topiło się we łzach.
Byłaś tam,
Czułaś jak chce się uwolnic.
Nie wiedział dokąd pójść.
Nic nie zrobiłaś.
Dziś pod pociąg rzucił
Wszystkie łańcuchy trzymające go tu.
I udał się w ostatnią, najkrótszą podróż.
By obejżeć niebo z innej perspektywy.
A ty?
Spóźniona na pożegnanie
Przybiegłaś zdyszana chwile
Za późno,
Po czasie.
Na do widzenia dostałaś tylko ucisk zimnej, wiotkiej dłoni.
Blady uśmiech zdrętwiałych warg.
Martwe spojrzenie oczu, co nigdy nie zgasna
Wpatrzone w niebo
W poszukiwaniu miłości.
14 wrz 2012
Anioł
Znów upadłaś.
Popatrz ,pobrudziłaś swoją nieskazitelnie białą sukienkę.
Wrażliwi.
Nie mogąc płakać.
Nie mogąc krwawić.
Popatrz ,pobrudziłaś swoją nieskazitelnie białą sukienkę.
Ostre gałęzie wyrwały ci kilka kolejnych piór.
Zerwały z szyi korale,
Zrobione
ze spadających gwiazd.
Potargały złote loki.
Wplotły w nie liście na kształt aureoli,
Która
spadła Ci z głowy.
Przygasła.
Leży
gdzieś na ziemi.
Nadszarpnięta.
Porysowana.
Nie masz sił latać.
Nie masz sił się podnieść.
Siedzisz zwinięta w
kłębek na zimnej, mokrej ziemi.
Skubiąc
palcami stary, poniszczony, drewniany różaniec.
Kto powiedział, że anioły są jak Bóg?
Nie można ich zabić,
Bo wiedzą co to śmierć.
Nie maja krwi, łez.
Siniaków,
zadrapań, skaleczeń.
Ale można je zranić.
Połamać
skrzydła.
Złamać serce.
Sprawić, że spadną,
Gdy przywiążemy do ich nóg za ciężkie kamienie.
A wtedy uderzą w Ziemię.
Słabi.
Ze
swoim niewidzialnym bólem.
Nie mając siły by się podnieść.Wrażliwi.
Nie mogąc płakać.
Nie mogąc krwawić.
Wstań upadły aniele!
Otrzep się z liści, ziemi, gałęzi,
Które cię przysypały.
I na przekór wszystkiemu, co Cię powstrzymuje,
Unieś głowę wysoko do nieba.
Do
słońca lub księżyca.
A potem rozprostuj swoje wielkie, białe skrzydła.
Przetnij nimi
powietrze
I wzleć tam, gdzie Twoje miejsce.
Unieś nad Ziemią swoje pozornie kruche ciało.
Zabłocone, zmarznięte stopy.
Zakurzoną, pomiętą sukienkę.
Leć ponad
chmury.
Z poszarpaną aureolą w drżącej dłoni.
Pokaż się wszystkim tym, których stróżem jesteś.
Pokaż jak
się nie poddawać.
13 cze 2012
Pianino
Gdzieś w cichym pokoju,
Wśród płatków doniczkowych róży,
Stoisz Ty.
Jako mebel ozdobny,
Jako stolik do oparcia.
Zakurzony Ty.
A ja wciąż wycieram ten kurz
I co dnia przychodzę znów tu.
Z nadzieją jeszcze świeżą,
Że nie będziemy sami.
Może ktoś nas odnajdzie,
Może ktoś tu zabłądzi,
Może stawi się niespodziewanie.
Nastroi Cię.
Usłyszysz swój głos,
Zawołasz mnie.
A ja przyjdę,
Prowadzona słodką melodią z Twojego serca.
A ja przyjdę,
By spotkać tego, który Cię zaczaruje.
A ja przyjdę,
tak jak codziennie tu przychodzę.
A ja przyjdę,
Byśmy mogli razem słuchać Twego śpiewu.
Wśród płatków doniczkowych róż.
Wśród płatków doniczkowych róży,
Stoisz Ty.
Jako mebel ozdobny,
Jako stolik do oparcia.
Zakurzony Ty.
A ja wciąż wycieram ten kurz
I co dnia przychodzę znów tu.
Z nadzieją jeszcze świeżą,
Że nie będziemy sami.
Może ktoś nas odnajdzie,
Może ktoś tu zabłądzi,
Może stawi się niespodziewanie.
Nastroi Cię.
Usłyszysz swój głos,
Zawołasz mnie.
A ja przyjdę,
Prowadzona słodką melodią z Twojego serca.
A ja przyjdę,
By spotkać tego, który Cię zaczaruje.
A ja przyjdę,
tak jak codziennie tu przychodzę.
A ja przyjdę,
Byśmy mogli razem słuchać Twego śpiewu.
Wśród płatków doniczkowych róż.
11 cze 2012
Czarne wspomnienia
Czarne wspomnienia.
Zatopione gdzieś na dnie serca,
Krążące wciąż w moich żyłach pośród krwi.
Wypływające razem z łzami,
Ślepo tkwiące w najciemniejszych zakątkach świadomości.
Czarne wspomnienia.
Zatruwające Cię jak narkotyk,
Od wnętrza drąża czarną dziurę żałości.
Wyżerają sumienie i radość nowego dnia.
Czarne wspomnienia.
Nie dające spokoju.
Nie dające snu.
Pozbawiające nadziei.
Pozbawiające beztroski.
Zatrzymujące Cię w czasie,
Przyspieszające jego bieg.
Czarne wspomnienia,
Które nigdy nie znikną,
A Ty nigdy nie uwolnisz się od przeszłości.
Zatopione gdzieś na dnie serca,
Krążące wciąż w moich żyłach pośród krwi.
Wypływające razem z łzami,
Ślepo tkwiące w najciemniejszych zakątkach świadomości.
Czarne wspomnienia.
Zatruwające Cię jak narkotyk,
Od wnętrza drąża czarną dziurę żałości.
Wyżerają sumienie i radość nowego dnia.
Czarne wspomnienia.
Nie dające spokoju.
Nie dające snu.
Pozbawiające nadziei.
Pozbawiające beztroski.
Zatrzymujące Cię w czasie,
Przyspieszające jego bieg.
Czarne wspomnienia,
Które nigdy nie znikną,
A Ty nigdy nie uwolnisz się od przeszłości.
6 cze 2012
Z miłości do piłki nożnej
O piłko, miłości ma,
Tyś jest okrągła, tak jak ten świat.
Kiedy Cię kopię, czuję, że żyję.
Gdy mecze oglądam, serce szybciej bije.
I jak się pojawiasz na kanale sportowym,
o filmach, serialach nawet nie ma mowy.
To dla Ciebie powstają narodowe stadiony.
To Ty swą urodą przyciągasz miliony.
To Tobą chłopcy gole strzelają.
To o Ciebie sędziowie ostro się sprzeczają.
Dla Ciebie bramkarze rzucają się na murawę,
Gdy swą szybkością ryjesz im trawę.
I kiedy jak ptak, wysoko lecisz nad ich głowy,
Każdy strzelec do ataku jest już gotowy.
To dla Ciebie na treningach pocą się piłkarze.
To ku Tobie zwrócone kibiców są twarze.
Niech fanfary z ich trąbek na cześć Twą grane,
niech emocji okrzyki ku Tobie kierowane,
sprawią byś łaskawa bardziej była,
by nasza drużyna dużo goli strzeliła.
I abyś namówić się w końcu dała,
Tyś jest okrągła, tak jak ten świat.
Kiedy Cię kopię, czuję, że żyję.
Gdy mecze oglądam, serce szybciej bije.
I jak się pojawiasz na kanale sportowym,
o filmach, serialach nawet nie ma mowy.
To dla Ciebie powstają narodowe stadiony.
To Ty swą urodą przyciągasz miliony.
To Tobą chłopcy gole strzelają.
To o Ciebie sędziowie ostro się sprzeczają.
Dla Ciebie bramkarze rzucają się na murawę,
Gdy swą szybkością ryjesz im trawę.
I kiedy jak ptak, wysoko lecisz nad ich głowy,
Każdy strzelec do ataku jest już gotowy.
To dla Ciebie na treningach pocą się piłkarze.
To ku Tobie zwrócone kibiców są twarze.
Niech fanfary z ich trąbek na cześć Twą grane,
niech emocji okrzyki ku Tobie kierowane,
sprawią byś łaskawa bardziej była,
by nasza drużyna dużo goli strzeliła.
I abyś namówić się w końcu dała,
By Polska Reprezentacja Euro wygrała.
30 maj 2012
Do mamy i taty
* z dedykacją dla wszystkich osób, które doświadczyły przemocy lub wszelakiego rodzaju prześladowania w rodzinie
Każdego dnia od nowa,
Wypowiadane te same, szare słowa.
Każdego dnia bez zmiany,
Te same, szare ściany.
W zimnym domu bez miłości,
Zero empatii, zero czułości.
Samotnie przeżywając upadki i wzloty,
Gdy odłamki szkła wbijają się w stopy.
Jestem dla was jak mgła,
Przy tej butelce bez dna.
A gdyby mnie nie było?
Czy coś by się zmieniło?
Głowa mniej do wykarmienia.
Mniej śmieci do naśmiecenia.
A co ze mną?
Nie jestem waszą córką?
Mamo, Tato,
Pamiętacie jeszcze mnie?
Pamiętacie jeszcze moment ten,
Gdy byliśmy szczęśliwi, bo byliśmy razem,
Jednak coś lepszego zastąpiło mnie z czasem.
A ja, samotności i odtrącenia nosząc ciernie,
Zastanawiam się codziennie.
Czy kiedyś jeszcze nastanie taki dzień,
Gdy powiecie szczerze : kochamy cię?
Każdego dnia od nowa,
Wypowiadane te same, szare słowa.
Każdego dnia bez zmiany,
Te same, szare ściany.
W zimnym domu bez miłości,
Zero empatii, zero czułości.
Samotnie przeżywając upadki i wzloty,
Gdy odłamki szkła wbijają się w stopy.
Jestem dla was jak mgła,
Przy tej butelce bez dna.
A gdyby mnie nie było?
Czy coś by się zmieniło?
Głowa mniej do wykarmienia.
Mniej śmieci do naśmiecenia.
A co ze mną?
Nie jestem waszą córką?
Mamo, Tato,
Pamiętacie jeszcze mnie?
Pamiętacie jeszcze moment ten,
Gdy byliśmy szczęśliwi, bo byliśmy razem,
Jednak coś lepszego zastąpiło mnie z czasem.
A ja, samotności i odtrącenia nosząc ciernie,
Zastanawiam się codziennie.
Czy kiedyś jeszcze nastanie taki dzień,
Gdy powiecie szczerze : kochamy cię?
25 maj 2012
Marzenia
Już nie wiem, w którą stronę iść.
Zgubiłam siebie gdzieś po drodze.
Swe marzenia kryć?
Ulec pierwszej przeszkodzie?
Gdzie sens życia się kryje?
Tam, gdzie odnajdę siebie
Lecz serce tak chaotycznie bije
Porozrzucane w kawałkach po niebie.
Szukamy po świecie szczęścia,
Trafiamy na różnych ludzi.
Każdy szuka swojego miejsca,
Gdzie wiara w marzenia się budzi.
A czemu nie mieć marzeń?
Nawet tych nierozsądnych, nierealnych.
Świat zbyt gęsto przepełniony jest dziś krajobrazem
Rozsądnych realistów,
Pesymistów czarnych.
Mówią, że spadnę zbyt twardo,
Gdy na za wysoką górę spróbuję się wspiąć.
Chciałabym uczynić ten świat bajką
Jednak skrzydła tak łatwo podciąć.
I nie powiem, że się nie poddam,
Bo co pięć minut zmieniam zdanie.
Muszę znaleźć swoją drogę, życia sens
Lecz najważniejsze to wywalczyć przetrwanie.
I może wcale się nie spełnią
I może zabraknie szczęścia, siły.
Trzeba żyć życia głębią.
Choćby żadne się nie spełniły.
Zgubiłam siebie gdzieś po drodze.
Swe marzenia kryć?
Ulec pierwszej przeszkodzie?
Gdzie sens życia się kryje?
Tam, gdzie odnajdę siebie
Lecz serce tak chaotycznie bije
Porozrzucane w kawałkach po niebie.
Szukamy po świecie szczęścia,
Trafiamy na różnych ludzi.
Każdy szuka swojego miejsca,
Gdzie wiara w marzenia się budzi.
A czemu nie mieć marzeń?
Nawet tych nierozsądnych, nierealnych.
Świat zbyt gęsto przepełniony jest dziś krajobrazem
Rozsądnych realistów,
Pesymistów czarnych.
Mówią, że spadnę zbyt twardo,
Gdy na za wysoką górę spróbuję się wspiąć.
Chciałabym uczynić ten świat bajką
Jednak skrzydła tak łatwo podciąć.
I nie powiem, że się nie poddam,
Bo co pięć minut zmieniam zdanie.
Muszę znaleźć swoją drogę, życia sens
Lecz najważniejsze to wywalczyć przetrwanie.
I może wcale się nie spełnią
I może zabraknie szczęścia, siły.
Trzeba żyć życia głębią.
Choćby żadne się nie spełniły.
22 maj 2012
Będę obok
Myślisz, że świat jest okrutny.
Odwracasz się plecami
I żyjesz swoim życiem.
Odmawiasz wyciągniętej ręki,
Choć tak bardzo jej potrzebujesz.
Chcę byś wiedział,
Że zawsze będę obok.
Nieważne co zrobisz,
Co powiesz,
Jak jeszcze mnie zranisz,
W którą stronę pójdziesz.
Ja pójdę za Tobą.
Żeby złapać Cię,
Gdy się potkniesz.
Będę tu.
Stanę obok,
Zanim mnie zawołasz.
Otrę łzy z policzka,
Pomogę wstać.
Będę tu dziś i jutro.
W nocy i w dzień.
W burzy i w upale.
Czy uśmiech, czy łzy.
Będę tu,
Jeśli tylko będziesz mnie potrzebował.
Odwracasz się plecami
I żyjesz swoim życiem.
Odmawiasz wyciągniętej ręki,
Choć tak bardzo jej potrzebujesz.
Chcę byś wiedział,
Że zawsze będę obok.
Nieważne co zrobisz,
Co powiesz,
Jak jeszcze mnie zranisz,
W którą stronę pójdziesz.
Ja pójdę za Tobą.
Żeby złapać Cię,
Gdy się potkniesz.
Będę tu.
Stanę obok,
Zanim mnie zawołasz.
Otrę łzy z policzka,
Pomogę wstać.
Będę tu dziś i jutro.
W nocy i w dzień.
W burzy i w upale.
Czy uśmiech, czy łzy.
Będę tu,
Jeśli tylko będziesz mnie potrzebował.
16 maj 2012
Stop
Stop turning back!
'Cause there is no more to expect.
No more to fight.
No way for come back.
Stop looking around!
You'll never find yourself
If you try to pretend.
There's so much beauty in you to be found.
Stop crying to sleep!
'Cause you'll cannot dream out your dreams.
And you'll stuck in your out-of-coloured life.
Without hope to fight.
Stop searching for happiness!
It's in this magic place, where you feel free,
Where apart from light-heartedness
Nothing is else to see.
Stop holding your dreams!
'Cause there you can run away,
From real life and stupid games.
From everything which makes you sad.
'Cause there is no more to expect.
No more to fight.
No way for come back.
Stop looking around!
You'll never find yourself
If you try to pretend.
There's so much beauty in you to be found.
Stop crying to sleep!
'Cause you'll cannot dream out your dreams.
And you'll stuck in your out-of-coloured life.
Without hope to fight.
Stop searching for happiness!
It's in this magic place, where you feel free,
Where apart from light-heartedness
Nothing is else to see.
Stop holding your dreams!
'Cause there you can run away,
From real life and stupid games.
From everything which makes you sad.
Subskrybuj:
Posty (Atom)